| Ankieta |
|
|
| Czy na terytorium Polski powinny zostać rozmieszczone elementy tarczy antyrakietowej? |
|
|
|
|
|
Raport Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego
"UKRAINA BLIŻEJ ZACHODU"
TEZY, WNIOSKI, POSTULATY*
Autorzy:
Dorota Hemi
Maria Wągrowska
Przemysław Żurawski vel Grajewski
* Pełen tekst raportu z przedmową Bronisława Komorowskiego dostępny
na stronach SEA: www.sea-ngo.org
Raport został sporządzony wyłącznie na podstawie ogólnie dostępnych
relacji i analiz o charakterze jawnym. Autorzy dziękują wszystkim tym,
którzy podzielili się z nimi swoimi informacjami i przemyśleniami. W pełnej
wersji raportu znajdują się wypowiedzi znawców problematyki stosunków
międzynarodowych na temat szans Ukrainy na integrację z UE i NATO - szefa
polskiej dyplomacji Adama Daniela Rotfelda oraz Jacka Kluczkowskiego, Janusza
Onyszkiewicza, Zdzisława Najdera.
I. Z PERSPEKTYWY KIJOWA
1. Ukraina Wiktora Juszczenki
26 grudnia 2004 roku, czyli dzień II tury wyborów prezydenckich, w których
zwyciężył Wiktor Juszczenko, może przejść do historii Ukrainy jako ważna
cezura nie tylko w polityce wewnętrznej naszego wschodniego sąsiada, lecz
także w stosunkach europejskich. Skutki ukraińskiego wyboru mogą się jednak
ujawnić w pełni - ze względu na specyficzne uwarunkowania wewnętrzne i
zewnętrzne - dopiero za dwa-trzy lata lub nawet później.
Zapoczątkowane zmiany ku demokracji, niezależności w polityce zagranicznej
i bezpieczeństwa, a także w rozwoju gospodarczym, zasługują na szczególne
wsparcie, w tym głównie ze strony Polski. Już teraz należy uczynić wszystko
co możliwe, by wykorzystać impet, jaki w życie na Ukrainie i politykę wobec
tego państwa wniosła "pomarańczowa rewolucja", wybór nowego prezydenta
i jego pierwsze kroki na arenie międzynarodowej.
Trudno obecnie przesądzać o przyszłości Ukrainy. Możliwe jest całe spektrum
w rozwoju sytuacji politycznej: od kontynuacji zmian zapoczątkowanych zwycięstwem
obozu Wiktora Juszczenki po radykalizację postaw, łącznie z kryzysem politycznym.
Jednym z najważniejszych zadań w polityce wewnętrznej będzie więc utrzymanie
poparcia dotychczasowego elektoratu co najmniej do wyborów parlamentarnych
wiosną 2006 roku, przy jednoczesnym uwalnianiu kraju od zaszłości.
Juszczenko będzie musiał sprawować swój urząd ze świadomością, że 44 proc.
wyborców go nie poparło i mu nie dowierza. Fakt ten powinien go stymulować
do wielkiego wysiłku, by przekonać do swego programu aż połowę społeczeństwa,
z czego duża cześć zamieszkuje południowo-wschodnie tereny Ukrainy i jest
nastawiona bardziej pro-rosyjsko, niż pozostała.
Brak spójności zaplecza politycznego Juszczenki może okazać się poważną
przeszkodą przy podejmowaniu konkretnych decyzji. Nie wiadomo, jak potoczą
się losy obecnej koalicji i na jak silne poparcie z jej strony będzie mógł
liczyć prezydent. Juszczenko musi mieć w ręku realne instrumenty władzy,
gdy tymczasem zmiany konstytucyjne, przyjęte w wyniku ustaleń
"okrągłego stołu" (ale z inicjatywy poprzedniego prezydenta Leonida Kuczmy,
chcącego uszczuplić władzę kandydata opozycji), mogą w znaczący sposób
ograniczyć mu pole działania, utrudnić spełnienie nadziei pokładanych w
nim przez własnych zwolenników, otworzyć pole konfrontacji w wielu dziedzinach
życia publicznego, w tym w sprawach związanych z działalnością międzynarodową.
Wiktor Juszczenko ma z powyższych względów mało czasu. Musi działać
w sposób szybki i zdeterminowany. Jeszcze przed wyborami parlamentarnymi
winien nadać bieg reformom wewnętrznym, tak by stawały się one nieodwracalne,
a także nowej wiarygodnej polityce zagranicznej, w tym integracji
z Unią Europejską i NATO.
Jednym z warunków demokratyzacji Ukrainy będzie przezwyciężenie zjawiska
"oligarchizacji" życia publicznego. Dziś, kiedy eksport do Rosji kształtuje
się na poziomie 18 proc. a na rynki europejskie - 38 proc., oligarchowie
upatrują swą szansę w dobrych ekonomicznych stosunkach Ukrainy z UE. Boją
się natomiast, że dostosowywanie norm życia do europejskich, będzie oznaczać
walkę ze zjawiskami negatywnymi i pozbawi ich przez to wpływów. Ale też,
według kijowskich analityków, wielu oligarchów jest gotowych zaakceptować
zmiany i bardziej cywilizowane reguły.
Kontrowersje budzi fakt, że również w otoczeniu Juszczenki znajdują
się oligarchowie (m.in. obecny sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego,
Petro Poroszenko), którzy być może mają ambicje wpływania na władzę w celu
zabezpieczenia własnych interesów.
Kolejnym czynnikiem utrudniającym realizację programu reform mogą okazać
się naciski ze strony Rosji. Nie można wykluczyć, iż Moskwa podejmie próbę
wpłynięcia na wynik wyborów parlamentarnych w 2006 roku. Poza tym - według
analityków - Rosja zawsze będzie wspierała partie prorosyjskie oraz
starała się budować paralelną (rosyjską) tożsamość na Ukrainie. Moskwa
uczyni wszystko, aby prorosyjska część społeczeństwa ukraińskiego nie uległa
wchłonięciu przez resztę i stała się naturalną podporą Rosji. W ten sposób
sytuacja nigdy nie będzie stabilna, ponieważ zawsze pewna część społeczeństwa
będzie odmawiać legitymizacji władzy w Kijowie. Fakt, że Kijów nie będzie
mógł kontrolować sytuacji w całym kraju, utrudni integrację z Europą.
2. Nowe stosunki z UE i NATO
Za priorytet w polityce zagranicznej Ukrainy w dającym się przewidzieć
czasie, należy uznać raczej integrację z Unią Europejską niż z Sojuszem
Północnoatlantyckim - mimo, iż Ukraina jest lepiej przygotowana (wojskowo)
do członkostwa w NATO niż (gospodarczo) do UE. Deficyt demokracji w tym
państwie, który istniał w okresie przed ostatnimi wyborami prezydenckimi,
powodował natomiast, że Ukraina nie mogłaby (niezależnie od wszystkich
innych czynników) zostać zakwalifikowana do kręgu państw o wysokim stopniu
integracji z NATO bądź Unią Europejską.
Integracja europejska została uznana za cel pierwszej wagi przez nowe
władze Ukrainy zarówno ze względu na pilne potrzeby rozwoju i modernizacji
tego kraju, jak i mniejszy, niż w przypadku podejmowania prób ściślejszej
integracji z NATO, stopień kontrowersyjności dla własnego społeczeństwa
jak i dla Rosji (i wskutek tego także dla Zachodu). Ale realizacja celu
przedstawianego teraz jako strategiczny może potrwać bardzo długo. Ekipa
Juszczenki, mając świadomość, iż chodzi o proces długofalowy, oczekuje
jednak od Brukseli nakreślenia perspektywy członkostwa. Byłby to, w istocie,
nieoceniony sygnał polityczny wysłany w odpowiedzi na ukraińskie przemiany
(o ile, oczywiście, będą one utrwalane).
"Nie możemy iść do Europy z samymi deklaracjami, musimy podzielać europejskie
wartości i żyć zgodnie z nimi. Wtedy nie będziemy mieć żadnych przeszkód
na drodze do UE" - zapewnia nowy prezydent, podczas gdy Bruksela chce poznać
jego wyobrażenia o ewentualnej bliższej integracji.
Oficjalny Kijów zdaje sobie sprawę, że w wypadku Ukrainy integracja
europejska jest zadaniem podwójnie trudnym. Integracji z UE, która sama
w sobie jest dla państwa postkomunistycznego i zacofanego (w porównaniu
z krajami UE), bardzo złożona i wymaga wielu wysiłków dostosowawczych,
winny towarzyszyć: kompleksowa przebudowa systemu politycznego państwa
i jego instytucji, reformy na dużą skalę oraz zmiany mentalnościowe.
Niezależnie od zadań, związanych bezpośrednio z procesem integracji
z UE, Ukraina stoi przed koniecznością przeprowadzenia reform uzdrawiających
system polityczny państwa. Reforma konstytucyjna jest w toku, ale
niezbędna jest także reforma administracji publicznej, władz lokalnych,
stworzenie stabilnego korpusu służby cywilnej, zbudowanie niezawisłego
sądownictwa (wyborcze decyzje Sądu Najwyższego stworzyły ku temu klimat),
zapewnienie wolności słowa i swobody mediów, walka z korupcją.
Juszczence zależy na tym, aby stosunkom Ukrainy z UE nadać nowy wymiar,
wyznaczony raczej nie tyle strategicznym celem w polityce zagranicznej,
ile właśnie obiektywnymi potrzebami zreformowania i unowocześnienia kraju,
zgodnie ze standardami europejskimi. Zacofanie gospodarczo-cywilizacyjne
Ukrainy względem przeciętnej europejskiej jest ewidentne (zgodnie z oficjalnymi
danymi - poziom życia na Ukrainie stanowi 15 proc. przeciętnej w Unii Europejskiej),
a atuty ekonomiczne (poza prawie 50-milionowym rynkiem konsumenckim) stosunkowo
skromne. Ukraina jest dla Unii Europejskiej tzw. problemem skali.
Dążenie do wejścia w struktury UE powinno być mocnym stymulatorem, by
jak najszybciej przybliżać Ukrainie normy przyjęte w Europie w zakresie
państwa prawa, w poziomie życia ludzi i w gospodarce.
Ekipa Juszczenki - jak wynika z dotychczasowych deklaracji - wytycza
sobie następujące etapy na drodze do UE:
- uznanie ukraińskiej gospodarki za wolnorynkową;
- przyjęcie Ukrainy do Światowej Organizacji Handlu (WTO);
- przyznanie krajowi statusu członka stowarzyszonego z UE;
- pełne członkostwo.
Nowy rząd ukraiński musi podjąć wyzwanie dostosowywania prawodawstwa
i gospodarki kraju do norm unijnych w całej rozciągłości. Niezbędne byłoby:
- Stworzenie dobrze funkcjonującego instytucjonalnego systemu, który
pozwoliłby stwierdzać, czy nowopowstające prawo odpowiada ustawodawstwu
europejskiemu. Procedurze tej należałoby poddać wszystkie projekty aktów
prawnych, niezależnie od tego, przez kogo są zgłaszane (obecnie pod względem
zgodności z "acquis communautaire" kontroluje się jedynie projekty
rządowe). W warunkach ukraińskich może się zdarzyć, że przyjęcie regulacji
prawnych odbiegających od ustawodawstwa europejskiego będzie celowe, ale
w żadnym wypadku nie powinno się dopuścić do stworzenia takiej sytuacji
w wyniku nieświadomości ustawodawców.
- Powołanie na szczeblu centralnym instytucji, która koordynowałaby
postęp integracji Ukrainy z UE. Kijów zapowiada powstanie ministerstwa
integracji europejskiej. Struktura taka powinna być dostosowana do realiów
ukraińskich, a doświadczenia innych państw kandydujących do Unii z tzw.
grup: luksemburskiej i helsińskiej mogłyby być bardzo pomocne. Byłoby cenne,
gdyby Ukraina, przystępując do organizacji wspomnianego ministerstwa, przestudiowała
struktury i procedury zastosowane w Estonii. W praktyce administrowania
procesem integracji w tym post-radzieckim państwie zdały one egzamin wyjątkowo
dobrze, choć trzeba uwzględnić fakt, że ten bałtycki kraj jest mały, podczas
gdy Ukraina jako kraj duży będzie musiała się uporać (podobnie, jak Polska)
z tzw. problemem skali. Z polskich doświadczeń wynika, że integrowanie
państwa i gospodarki z Unią Europejską w sensie starań politycznych a wdrażanie
norm, rządzących prawodawstwem, ekonomią i życiem publicznym nie
zawsze współgrają.
- Intensywne przeszkolenie kadry zatrudnionej bądź napływającej do
administracji - najpierw szczebla centralnego, a potem regionalnego - w
zakresie integracji europejskiej, co wymagać będzie nowego profilu kształcenia,
powołania do życia specjalistycznych ośrodków szkoleniowych, a także nawiązania
współpracy z odpowiednimi instytucjami krajów zachodnio-europejskich;
- Opublikowanie zasadniczych dokumentów UE w języku ukraińskim i stworzenie
ujednoliconej terminologii oraz zasad przekładu dokumentów unijnych na
język ukraiński na potrzeby administracji państwowej i innych zainteresowanych
instytucji i osób;
- Starania o liberalizację reżimu wizowego (aż po jego ostateczne zniesienie)
na granicach z krajami członkowskimi UE muszą iść w parze - co Kijów zapewne
będzie sobie musiał uświadomić i zapoczątkować - z budową systemu skutecznej
kontroli pozostałych granic państwa ukraińskiego. Jest to bardzo poważna
kwestia polityczna dla Ukrainy, a także dla samej Unii ze względu na problemy,
które mogą się pojawić w stosunkach z państwami nie będącymi członkami
UE. Unia winna wesprzeć Kijów w tej dziedzinie.
Członkostwo w NATO odsunęło się teraz na plan drugi, aczkolwiek sprawa
wejścia do Sojuszu wydaje się otwarta. Na rzecz tezy o aktualności opcji
natowskiej przemawiają następujące argumenty:
- Wszystkie państwa postkomunistyczne, które przystąpiły lub starają
się o przystąpienie do UE, najpierw stawały się członkami NATO (wyjątek
stanowi tu Chorwacja);
- Proces przystępowania do NATO jest dla kraju kandydującego znacznie
łatwiejszy (jednowymiarowy), niż akcesja do Wspólnot Europejskich, a przypadek
Ukrainy jest wprost "akademicki";
- Znacznie łatwiej będzie Ukrainie zdobyć zrozumienie i poparcie w
USA dla integracji z NATO, niż poparcie Francji, Włoch, Hiszpanii, Wielkiej
Brytanii i Niemiec dla przyjęcia do UE. Sojusz jest skłonny poszukiwać
potwierdzenia swej racji bytu w fakcie, iż wciąż posiada potężną siłę przyciągania
dla państw Europy Środkowo-Wschodniej. Łatwiej otwiera się więc przed nowymi
członkami.
- Waszyngton łatwiej przechodzi do porządku dziennego nad sprzeciwem
Moskwy, niż unijna Bruksela, nie mówiąc już o Paryżu, Rzymie, czy Berlinie.
Wchodzenie Ukrainy do struktur zachodnich powoduje wypieranie wpływów rosyjskich
z tego kraju i trudno zakładać, by Kreml nie usiłował mu się sprzeciwiać.
- NATO posiada mocarstwo dominujące - USA, które jest w stanie sprawować
efektywne przywództwo w Sojuszu, tzn. podjąć konkretną decyzję, przeforsować
ją przez stosowne gremia i utrzymać poparcie polityczne dla przyjętej linii
postępowania do czasu osiągnięcia zamierzonych celów. UE takiego ośrodka
woli politycznej nie posiada, opierając się raczej na krajach znaczniejszych
politycznie i gospodarczo. Otwieranie się Unii na Ukrainę wymaga zatem
przekonania znacznie większej liczby podmiotów (państw członkowskich),
niż w wypadku NATO, jest więc trudniejsze również z praktycznego punktu
widzenia.
NATO (odmiennie niż UE) jest postrzegane przez licznych obywateli Ukrainy,
szczególnie starsze pokolenie i we wschodnich obwodach państwa, przez pryzmat
propagandy radzieckiej. Skoro więc odbudowa jedności podzielonego niedawną
walką polityczną kraju jest jednym z głównych zadań nowego prezydenta,
to w okresie umacniania się jego władzy podnoszenie kwestii członkostwa
Ukrainy w NATO jako sztandarowego hasła, byłoby politycznie kontr-produktywne.
Tym też można tłumaczyć brak szerszej obecności tematyki integracji z NATO
w retoryce Wiktora Juszczenki i jego współpracowników. Świadczy to jedynie
o ich politycznym instynkcie, ale trudno z tego faktu wysnuwać wniosek,
że sprawa integracji z Sojuszem nie wysunie się już niedługo na pierwszy
plan. Jeśli politycy ukraińscy zorientują się, że na kierunku europejskim
nie odnoszą sukcesów, mogą poszukiwać "rekompensaty" w relacjach z NATO.
A jeżeli rzeczywiście odbędzie się zapowiadane wcześniej referendum
w sprawie integracji z Sojuszem Atlantyckim, to być może uda się samym
Ukraińcom lepiej określić własną pozycję względem Zachodu.
Ukraina musi się wykazać nie tyle oświadczeniami o chęci znalezienia
się w NATO, ile konkretnymi rezultatami w procesie dostosowawczym
do wymogów Sojuszu oraz konsekwencją w reformowaniu całego sektora związanego
z obronnością.
Ekipa Leonida Kuczmy wytyczała Ukrainie podobne cele: integrację z UE
i NATO, określając taką politykę mianem orientacji euro-atlantyckiej. Na
czym miałaby w takim razie polegać różnica miedzy obecną a poprzednią linią
w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa Kijowa? Wcześniej polityka ta
była w dużym stopniu deklaratywna; obecna i przyszła - jak można mieć nadzieję
- zostanie wypełniona treścią, poparta konkretnymi krokami. Nastąpi wyraźniejsze
rozróżnienie pomiędzy integracją z Unią Europejską i z NATO.
Doświadczenia Europy Środkowej, w tym Polski wskazują, że nie ma sprzeczności
pomiędzy staraniem się o członkostwo w NATO i wchodzeniem do Unii Europejskiej.
Wprost przeciwnie. Raczej oba procesy są w stosunku do siebie komplementarne.
I tak na przykład przyjmowanie przez armię ukraińską standardów natowskich,
w tym w zakresie cywilnej kontroli nad wojskiem, stanowić będzie jeden
z elementów tworzenia warunków dla spełniania przez Ukrainę kryteriów kopenhaskich
(stabilna demokracja) jako kluczowych dla członkostwa w UE. Tworzenie wrażenia,
iż Ukraina stoi przed wyborem typu "albo albo" nie odpowiada ani realiom
integracji, ani interesom Ukrainy.
Czy Ukraina zdoła, zarówno dzięki powodzeniu reform, jak i presji dyplomacji
własnej i krajów popierających, przekonać UE i NATO do otworzenia przed
nią perspektywy członkostwa ?
II. Z perspektywy Zachodu
1. Obietnice czy konkrety
Pytanie najbardziej aktualne brzmi: czy jedyną konsekwencją wygranej
kandydata obozu demokratycznego, opowiadającego się za integracją Ukrainy
z UE i NATO wyraźniej niż jego poprzednik, będzie polepszenie atmosfery
współpracy między Kijowem a Brukselą, czy też demokratyzacja na Ukrainie
przełoży się na konkretne propozycje wobec Kijowa?
W tej chwili, co do przyszłego statusu Ukrainy nie ma jasności, ani
jednomyślności pomiędzy krajami członkowskimi UE i NATO. Unia i Sojusz,
podzielone różnymi konfliktami, nie koordynują swych działań na rzecz Kijowa.
Stąd wielka rola przypada Polsce - jako naturalnemu partnerowi Ukrainy
i członkowi obu organizacji. Niezależna, stabilna i silna Ukraina jest
dla naszego kraju centralnym elementem bezpieczeństwa.
Rozszerzenie Unii Europejskiej i NATO o demokratyczną i dobrze się rozwijającą
Ukrainę leży w logice współczesnej doby; raczej nie ma wielkiego związku
między spójnością i kondycją wewnętrzną tych ugrupowań a obejmowaniem ich
zasięgiem państw trzecich.
W przypadku Ukrainy ogromną rolę, jak można przewidywać, odgrywać będzie
kryterium zdolności obu organizacji do przyjęcia nowego państwa członkowskiego,
czyli tzw. czwarte kryterium kopenhaskiego względnie artykuł X Traktatu
Waszyngtońskiego. "Zdolność" może być interpretowana jako "chęć", a "niezdolność"
jako "niechęć". W podtekście może się znajdować wzgląd na Rosję.
Trzeba pamiętać, że ostatnia oraz planowana fala poszerzenia Unii Europejskiej
o kraje zacofane wobec "starych" państw członkowskich niekiedy nawet o
kilkadziesiąt lat oraz finansowanie tego procesu spowodowały, że Unia poczuła
się "zmęczona" poszerzeniem.
Przyznanie (bądź nie) Ukrainie Planu Działania na rzecz Członkostwa
(MAP) - pokaże, czy istnieje wola polityczna przyjęcia Ukrainy do
NATO.
Ważną okolicznością towarzyszącą ewentualnemu rozszerzeniu może być
i tym razem rozbudowa kontaktów między NATO a Rosją względnie Unią Europejską
a Rosją, przy jednoczesnym utrzymywaniu dobrych stosunków między USA a
Rosją, względnie największymi państwami UE, zwłaszcza Francją i Niemcami
a Rosją (o ile patrzeć na nie w kategoriach ogólnych, a nie w kategoriach
szczegółowych).
2.Unia Europejska a Ukraina
Jak można było oczekiwać, podczas spotkania Rady UE 31 stycznia b.r.
w Brukseli, pierwszego po zaprzysiężeniu Wiktora Juszczenki na prezydenta
Ukrainy, nie podjęto żadnych wiążących decyzji co do przyszłego statusu tego
państwa wobec Unii. Rada UE udzieliła jedynie poparcie dla dziesięciu propozycji
pomocy Ukrainie, przygotowanych wspólnie przez wysokiego przedstawiciela UE ds.
polityki zagranicznej Javiera Solanę i komisarz ds. stosunków zewnętrznych Benitę
Ferrero- Waldner, a dotyczących m.in. wsparcia Ukrainy w jej dążeniach do członkostwa
w WTO i w staraniach o uznanie gospodarki Ukrainy za rynkową. O stowarzyszeniu, a tym
bardziej członkostwie, nie było mowy.
Unia zapewne nie szybko odpowie konkretami na deklaracje władz
ukraińskich o chęci do integracji. W optymistycznym scenariuszu można
tego oczekiwać dopiero wówczas, kiedy z powodzeniem będą realizowane kolejne
etapy reformowania i modernizowania państwa ukraińskiego i jego gospodarki.
Osoba Juszczenki jest, jak na razie, tylko symbolem spodziewanej demokratyzacji.
A nie gwarantem. Stanie się nim, jeśli uda się połączyć konkretne i pomyślne
reformy z realizacją narodowej strategii integracji z UE, z którą nowa
ekipa chce wystąpić.
Według autorów niniejszego raportu, przyjęcie przez Komisję Europejską
9 grudnia 2004 roku Planu Działania (AP) wyrażało wcześniejszy styl polityki
wobec Ukrainy. Jest zrozumiałe, że AP nie odpowiada aspiracjom nowej władzy,
aczkolwiek deficyty, jakie występowały w przeszłości z realizacją większości,
jeśli nie wszystkich, ustaleń między Kijowem a Brukselą upoważniają do
stwierdzenia, że i tak Ukraina będzie musiała dołożyć wysiłków, by wywiązać
się z ujętych w nim zobowiązań.
AP nie zamyka Ukrainie opcji coraz głębszej integracji z UE. Należy
sobie życzyć jedynie, by AP został wypełniony treścią i zastępowany coraz
wyższymi formami współpracy. Plan Działania, zrealizowany w praktyce,
w połączeniu z odczuwalną również dla zagranicy dynamiką zmian, powinien
umożliwić przejście do fazy stowarzyszenia.
O przygotowaniu "wzmocnionej" formuły Planu Działania dla Ukrainy, bądź
przyszłym układzie stowarzyszeniowym, warto pomyśleć jednak już teraz,
by nie zaprzepaścić zapału wywołanego zmianą dokonującą się - jak wszyscy
mają nadzieję - na Ukrainie.
Otwarta opcja członkostwa w Unii, o ile rzeczywiście przekonująca dla
większości Ukraińców, byłaby, jak miało to miejsce w przypadku kilku państw
postkomunistycznych, jednym z najefektywniejszych instrumentów ich reformowania.
I to jest w tej chwili największy walor Unii Europejskiej dla Ukrainy.
Trzeba jednak wyraźnie rozróżniać między otwarciem perspektywy członkostwa
w znaczeniu rozpoczęcia procesu negocjacyjnego, co w tej chwili byłoby
nieodpowiedzialne i wcale nieproduktywne, a sygnałem, że taka opcja w ogóle
jest możliwa.
W każdym razie łatwiej pokusić się o sformułowanie pewnych warunków
brzegowych niezbędnych dla otwarcia perspektywy członkostwa niż o nakreślenie
daty. Byłyby to:
- spełnienie przez Ukrainę tzw. kryteriów kopenhaskich, łącznie z przekonaniem
do tego wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej;
- uznany za wystarczające stopień i tempo rozwoju ekonomicznego na
Ukrainie w warunkach stabilności wewnętrznej i zewnętrznej, w tym uregulowane
kwestie z zakresu bezpieczeństwa energetycznego i surowcowego oraz szeroko
rozumianej infrastruktury na styku z sąsiadami;
- brak sprzeciwu Rosji jako mocarstwa regionalnego względnie gotowość
UE i Ukrainy do pominięcia ewentualnych protestów Moskwy. Zgoda Moskwy
nie jest i nie może być żadnym kryterium formalnym. Moskwa nie ma prawa
weta przy rozszerzaniu europejskich instytucji bezpieczeństwa. Niemniej
protest jest do pomyślenia w sytuacji, gdyby członkostwo Ukrainy stawało
na porządku dnia, a UE była już organizacją o charakterze sojuszu obronno-wojskowego.
"Stara" UE w przewidywalnej przyszłości zapewne nie zdecyduje się na żaden
krok, który naraziłby ją na poważniejszy konflikt z Rosją. Deklaracje prezydenta
Rosji o braku sprzeciwu wobec ewentualnego członkostwa Ukrainy w Unii,
należy traktować jako manewr taktyczny;
- akceptacja dla podstawowych celów strategicznych UE w polityce zagranicznej,
bezpieczeństwa oraz kontroli zbrojeń, łącznie z kontrolą obrotu towarami
i usługami specjalnego przeznaczenia.
W pewnej perspektywie wszystkie te warunki są możliwe do spełnienia
zarówno przez Ukrainę jak i przez UE.
Spośród państw europejskich największe zainteresowanie kwestią ukraińską,
oprócz Polski i pozostałych państw ze środkowej części naszego kontynentu,
wykazuje Republika Federalna Niemiec.
Wątpliwe, by państwa Unii Europejskiej zdobyły się szybko na stworzenie
specjalnego funduszu, z którego dotowałyby konkretniejsze projekty. UE obiecała
jedynie zwiększenie pomocy finansowej dla Ukrainy. Ukraina nie może więc liczyć na specjalne
traktowanie.
Stworzenie funduszu pomocy dla Ukrainy miałoby sens szczególnie wtedy,
gdyby do kręgu donatorów dołączyły państwa spoza UE, jak głównie USA i
Kanada, gdzie żyje w diasporze wielu Ukraińców a ich organizacje są bardzo
aktywne i wpływowe. Idea ta, o ile zostałaby zmaterializowana, mogłaby
nawiązywać do początków funduszu PHARE.
Częściowym, ale korzystnym rozwiązaniem byłoby tworzenie pod auspicjami
UE, a także OECD, szeregu mniejszych programów tzw. celowych, których realizacją
byłyby zainteresowane poszczególne kraje Unii lub spoza tego ugrupowania
(na przykład: Japonia), względnie instytucje czy fundacje.
Założono, iż wschodnia granica Unii Europejskiej na długie lata zostaje
ustalona na Bugu. Ale - paradoksalnie - czyniono to założenie milcząco,
równocześnie mając świadomość, że rozmowy z Turcją nie mogą się zakończyć
zamknięciem Unii przed tym państwem. Niewykluczone, że z podobnym scenariuszem
będziemy mieli do czynienia i tym razem.
Oba kraje mogą otrzymać swą "europejską perspektywę", oba mogą mieć
z czasem kapitalne znaczenie dla Unii Europejskiej - zwłaszcza w sensie
strategicznym, oba mogą wnieść wiele do wspólnej europejskiej polityki
zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony.
Ukraina ze swym potencjałem wojskowym oraz technologicznym może być
dla Unii interesującym partnerem. Udział Ukrainy we wspólnej polityce zagranicznej,
bezpieczeństwa i obrony powinien być wykorzystywany wręcz przez Kijów jako
atut. Ukraińskie oddziały wojskowe, które uczestniczyły w operacjach pod
egidą organizacji międzynarodowych nabyły zdolności, które mogą okazać
się przydatne dla celów misji pod egidą UE. Podobnie przedstawia się sprawa
z transportem strategicznym i niektórymi zdolnościami przemysłu obronnego.
3. NATO a Ukraina
O ewentualnym przyjęciu Ukrainy do Sojuszu Północnoatlantyckiego można
będzie myśleć raczej w dalszej perspektywie, niewykluczone, że w podobnie
odległej jak do Unii Europejskiej.
Ramy instytucjonalne stosunków (aczkolwiek Kijów nie wystąpił o Plan
Działania na rzecz Członkostwa) oraz dążność do reformy armii według zachodnich
standardów, wyróżniają Ukrainę spośród partnerów NATO na tyle, że integracja
w strukturach wojskowych byłaby stosunkowo prosta. Oficjalne deklaracje
poprzednich władz, łącznie z doktryną obronną w jej pierwotnej wersji (z
15 czerwca 2004 roku), wskazywały na intencję wprowadzenia Ukrainy do NATO.
Jednakże deficyt demokracji widoczny w różnych sferach życia publicznego,
utrudniał pełniejszą integrację z Sojuszem.
Rezerwę NATO wobec Kijowa, widoczną podczas szczytu NATO w Stambule
pod koniec czerwca 2004 roku, można było rozumieć jako znak, że wyczerpywał
się kredyt zaufania wobec polityki ówczesnego prezydenta. Równocześnie
można go było interpretować jako sygnał pod adresem nowego, który miał
być wyłoniony w demokratycznych wyborach, że zasady nowej współpracy trzeba
będzie dopiero ustalić. Obecność sekretarza generalnego NATO na uroczystości
zaprzysiężenia Wiktora Juszczenki oraz zaproszenie go na szczyt NATO 22
lutego należy odczytywać jako zachętę do nowego dialogu.
Trudno o inne wyjaśnienie zjawiska dotychczasowej niepełnej integracji,
niż poprzez trzy fakty: pierwszy, iż mimo ewidentnych postępów w integracji
ściśle wojskowej władze ukraińskie nie zadbały o spełnianie kryteriów politycznych
(w tym m.in. o autentyczną cywilną kontrolę nad armią), które dopiero predestynowałyby
ten kraj do głębszego zaangażowania się Sojuszu Północnoatlantyckiego we
współpracę z Kijowem. Drugi element to obawy przed reakcją Moskwy na zainicjowanie
procesu pełnej integracji z NATO państwa, które jeszcze kilkanaście lat
wcześniej było "organicznie" związane z Rosją i które pozostaje od niej
uzależnione. Trzeci, to stan świadomości większości Ukraińców, szczególnie
starszego pokolenia, postrzegających Sojusz Północnoatlantycki w kategoriach
zimnowojennej propagandy radzieckiej.
Przedwczesne byłoby stwierdzanie, że nowa władza szybko i skutecznie
zmieni te wszystkie trzy determinanty. Przeobrażenia w tak złożonych i
wrażliwych kwestiach wymagają świadomości ich znaczenia, czasu, konsekwencji
oraz przekonania opinii publicznej. Ważne jednak, aby decydenci ukraińscy
zrozumieli, iż obietnica członkostwa w NATO nie jest konsekwencją prowadzenia
gry, lecz jest elementem procesu.
Dotychczas cywilna kontrola traktowana była zbyt deklaratywnie, nie
wypracowano przede wszystkim sposobu jej zaprowadzania i egzekwowania.
Tymczasem problem cywilnej i demokratycznej kontroli nad wszystkimi służbami
mundurowymi wydaje się - biorąc pod uwagę krytykę NATO w ostatnich miesiącach
sprawowania władzy przez ekipę Kuczmy - ważniejszy w kontekście ewentualnego
członkostwa Ukrainy w Sojuszu Atlantyckim niż dalszy postęp w technicznej
i organizacyjnej reformie armii.
Mimo, że postęp przy reformowaniu armii i całego sektora związanego
z bezpieczeństwem zewnętrznym, mógłby być znaczniejszy, można postawić
i obronić tezę, iż główne kierunki rozwoju ukraińskich sił zbrojnych odpowiadają
prawidłowościom, jakie zakłada się przy przystępowaniu do reformy sił zbrojnych
w nowoczesnym państwie. Postanowiona jest przebudowa w kierunku sił
bardziej mobilnych, zdolnych do szybkiego przerzutu, lżejszych.
Dzięki dokonaniu przeglądu obronnego we współpracy z NATO, ukraińskie
siły zbrojne mają zarysowaną wizję swego rozwoju, aczkolwiek zły stan finansów
nie pozwala na realizację wielu zamierzeń.
Ukraińskie siły zbrojne stały się do pewnego stopnia przejrzyste dla
zachodnich partnerów, aczkolwiek nie uniezależniły się do powiązań z Rosją.
Reforma ukraińska z założenia zwiększa interoperacyjność (zdolność współdziałania)
z NATO, w tym z Polską.
Przyłączenie do NATO państw Europy Środkowej, które przez kilka lat
było przecież kontrowersyjne, a przyłączenie Ukrainy do Sojuszu są jakościowo
różne. Oba umniejszają znaczenie Rosji. Pierwsze zmieniało układ w obszarze
euro-atlantyckim; drugie zmieniałoby układ w skali globalnej, między NATO
i Stanami Zjednoczonymi, Rosją a nawet Chinami. Świadome są tego wszystkie
strony.
III. Czynnik rosyjski
Przeszkodą na drodze integracji Ukrainy z Unią Europejską może być sprzeciw
Moskwy (wbrew odnośnym rosyjskim deklaracjom) wobec tego procesu. Nasi
ukraińscy rozmówcy oceniali, że niezależnie od tego, jak daleko idące byłyby
zmiany na Ukrainie, państwa zachodnioeuropejskie nie są gotowe ryzykować
długotrwałego ochłodzenia swoich stosunków z Federacją Rosyjską. Według
nich nastawienie UE do Ukrainy jest wręcz determinowane przez czynnik trzeci
- Rosję, a Europa nadal uznaje myślenie kategoriami wpływów. Stąd wielu
obserwatorów zastanawia się, na ile integracja Ukrainy z zachodnimi strukturami
bezpieczeństwa może się (i czy powinna) dokonywać w opozycji do Rosji,
a na ile równolegle z Rosją.
Jednym z najważniejszych motywów, jeśli nie najważniejszym, nawiązania
"szczególnych stosunków" z NATO, było dla Kijowa osiągnięcie takiego statusu
względem Sojuszu Północnoatlantyckiego, który byłby zbliżony do pozycji
Moskwy wobec tej organizacji. W momentach, gdy intensyfikacji ulegały stosunki
Bruksela-Moskwa, władze w Kijowie zabiegały o wzmożenie kontaktów z Sojuszem.
Można przewidywać, że nowy ukraiński prezydent, chcąc akcentować kierunek
pro-zachodni, będzie nadal uwzględniał tak rozumiany czynnik rosyjski w
swej polityce. Tymczasem Moskwa wyraziła ostatnio chęć podniesienia swych
stosunków z NATO na wyższy poziom.
Czynnika rosyjskiego nie należy w kontekście integracji między Ukrainą
a UE traktować jednak na równi z przypisywanym mu większym znaczeniem,
kiedy myśli się o Ukrainie i NATO. O ile rzeczywiście kwestia ukraińska
będzie nabierać dla Zachodu znaczenia, to obserwować będziemy równocześnie
ewolucję podejścia do Rosji, aczkolwiek nie do tego stopnia, by Ukraina
i Rosja zajęły równoważne miejsca w zachodniej polityce. Moment prawdziwego
przełomu nastąpiłby dopiero z chwilą przyznania Ukrainie członkostwa w
zachodnich strukturach bezpieczeństwa, albo nawet wcześniej - z chwilą
rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych.
Ostra reakcja Moskwy na zaangażowanie się Zachodu, w tym Polski i Litwy,
po stronie demokracji na Ukrainie, wynikała przecież z jej strategicznego
założenia, że kraj ten leży w rosyjskiej strefie wpływów.
Obecnie uproszczeniem byłoby posądzać Kreml o kierowanie się geopolityką
w klasycznym rozumieniu tego pojęcia. Niewykluczone natomiast, że Moskwa,
podobnie jak to miało miejsce do tej pory, zechce wykorzystywać uzależnienie
gospodarki ukraińskiej od rosyjskiej i będzie posługiwać się presją ekonomiczną,
by wpływać na politykę zarówno wewnętrzna jak i zagraniczną Kijowa. Moskwa
obstaje przy tym, by Ukraina pogłębiała integrację w ramach Jednolitej
Przestrzeni Gospodarczej.
Po objęciu władzy przez Wiktora Juszczenkę - pod warunkiem prowadzenia
przez niego konsekwentnej i spójnej polityki wobec Rosji - można oczekiwać
podejmowania prób zmniejszenia zależności gospodarki ukraińskiej od rosyjskiej.
Warto jednak zadać sobie pytanie, na ile byłoby to możliwe bez pogorszenia
jej stanu oraz jak powinno być przeprowadzone, by nie stanowiło niepotrzebnej
manifestacji politycznej.
Można oczekiwać, że nowy prezydent postawi Rosji twarde warunki rozwoju
współpracy gospodarczej i podejmie próbę rewizji zobowiązań dotyczących
m.in. Jednolitej Przestrzeni Gospodarczej. Juszczenko uważa, iż regionalna
integracja gospodarcza powinna opierać się na standardach europejskich.
Ukraina zgodzi się prawdopodobnie na stworzenie strefy wolnego handlu
w ramach JPG (czym Rosja nie jest zainteresowana); odrzuci natomiast propozycję
przyłączenia się do unii celnej i monetarnej, do czego dąży Rosja.
Wiktor Juszczenko uznaje, iż Rosja jest dla Ukrainy partnerem
strategicznym. Nie oznacza to, iż zamierza prowadzić politykę faworyzującą
Moskwę. Nowy ukraiński prezydent będzie dążył, czego obawia się Kreml,
do stworzenia nowej jakości we wzajemnych stosunkach, które często określał
mianem: "niedemokratyczne".
Lider Naszej Ukrainy jeszcze w 2003 roku sformułował pięć zasad, na
których powinny opierać się kontakty między Ukrainą i FR:
- nie ma alternatywy dla dobrego sąsiedztwa w stosunkach
między państwami;
- winien obowiązywać wzajemny szacunek względem państwowej suwerenności
i terytorialnej integralności;
- należy skupić się na współpracy gospodarczej, a zamiast dążyć do
realizacji politycznych projektów różnych "przestrzeni", stworzyć strefę
wolnego handlu;
- nie uprawiać polityki nacisku i szantażu;
- priorytetem powinno być rozwiązanie problemów społecznych i humanitarnych.
Można spodziewać się, że w początkowym okresie prezydentury Juszczenki,
nastąpi ochłodzenie stosunków na linii Kijów Moskwa, wbrew temu, co można
było sądzić po pozytywnym przebiegu wizyty Juszczenki w Rosji (24 stycznia
br.), pierwszej po zaprzysiężeniu go na prezydenta. W ciągu najbliższych
kilku miesięcy zwycięży pragmatyzm. W długofalowym interesie Rosji leży
utrzymywanie dobrych stosunków z Ukrainą.
Źródłem konfliktów między oboma krajami może stać się kontynuowanie
przez Rosję polityki, która zmierza do przywrócenia wpływów zarówno politycznych,
jak i gospodarczych w państwach byłego ZSRR. Ponadto nie można wykluczyć
nowego typu "asymetryczności". To znaczy, na nie-partnerski układ stosunków
przynajmniej przez jakiś czas mogą się nakładać kontrastujące ze sobą zapatrywania
na kwestie ze sfery wartości i demokracji.
W Rosji narasta obawa, dla innych nadzieja, że dojdzie do "eksportu
pomarańczowej rewolucji" na obszar państw WNP, a nawet samej Rosji.
Sukces "pomarańczowej rewolucji" może się odbić echem na Białorusi i
może mieć istotny wpływ na rozwój sytuacji w Mołdawii, w tym na rozwiązanie
problemu Naddniestrza (szczególnie w połączeniu z faktem wejścia Rumunii
do NATO i jej oczekiwanego w roku 2007 członkostwa w UE).
Stosunek Rosji do wolnej Ukrainy jest probierzem stopnia zrozumienia
tamtejszych elit dla wartości demokratycznych oraz prawa krajów sąsiadujących
do samostanowienia.
IV. Rola Polski
Byłoby interesującą dowiedzieć się, czy którykolwiek z ośrodków władzy
w Polsce lub placówek akademickich, instytutów strategicznych i fundacji,
zajmujących się problematyką międzynarodową, przewidział taki bieg wydarzeń
na Ukrainie, jaki miał miejsce.
Przede wszystkim nie doceniono społeczeństwa ukraińskiego, które - w
swej części - jest autorem jednego z najwspanialszych fenomenów politycznych
Europy Wschodniej. Szkoda, że wcześniejsza polityka wobec Ukrainy nie obejmowała
w wystarczającym stopniu opozycji w tamtym państwie.
Również w polskiej debacie intelektualistów o Ukrainie zabrakło, jak
pokazał dopiero czas, opcji zakładającej tak dużą polaryzację polityczną,
jaka uwidoczniła się podczas "pomarańczowej rewolucji" i jaka może jeszcze
podzielić społeczeństwo.
W podejściu Polski do kwestii ukraińskich wyborów prezydenckich wystąpiły
jakby dwa nurty. Ów "dualizm" wyrażał się w formalnym zachowaniu bezstronności
wobec kandydatów - Wiktora Janukowycza i Wiktora Juszczenki - w imię poszanowania
podstawowego standardu we współczesnej Europie czyli akceptacji narodowego
wyboru, ale pod warunkiem, że spełnione zostaną wymogi demokracji. Równocześnie
polska polityka nie wzbudzała wątpliwości co do rzeczywistego poparcia
jednego z kandydatów, tego odwołującego się do demokratycznych wartości,
a zarazem do integracji ze wspólnotą euro-atlantycką.
Polska polityka współgrała z odczuciami społeczeństwa, które solidaryzowało
się z ukraińskim, oraz - na ogół - z podejściem partii politycznych, w
tym opozycyjnych, które manifestowało się w bezprzykładnych deklaracjach
i gestach polskich parlamentarzystów i polityków odwiedzających Ukrainę,
a wśród nich Prezesa Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego (SEA) i innych jego
członków.
Wielu Polaków traktuje Ukrainę jako, geo-strategicznie rzecz ujmując,
przeciwwagę dla Rosji, której przypisuje się wręcz tendencje neo-imperialne.
Ukraina nadal jest - co do tego nikt nie ma wątpliwości - partnerem
strategicznym Polski, bo jak długo pozostaje niepodległa, tak długo reintegracja
obszaru post-radzieckiego z trudno przewidywalnymi następstwami nie ma
szans.
Popieranie demokratyzacji i pro-zachodniego kursu w polityce Kijowa
będzie pociągało za sobą koszty polityczne w naszych stosunkach z Rosją,
ale zapewne też z niektórymi państwami UE. Koszty te należy ponieść. Rzecz
w tym, by nie przekroczyć cienkiej, płynnej linii. Polska musi wyważać
swoje priorytety: między tymi na Wschodzie, polegającymi na niedopuszczeniu
do reintegracji obszaru post-radzieckiego pod egidą Rosji a tymi - w generaliach
oczywistymi - realizowanymi w ramach UE i NATO. Ewentualny konflikt z Moskwą
powinien zostać ograniczony do minimum, by nie zagroził stabilności w regionie
a różnice zdań ze stolicami Europy Zachodniej nie odbiły się negatywnie
na polskich interesach względem Unii Europejskiej czy NATO.
Polska polityka wobec Ukrainy, rozwijając dotychczasowy dorobek w stosunkach
dwustronnych oraz postulując kolejne fazy integracji Ukrainy z Zachodem,
będzie jednakże konfrontowana z różnymi dylematami, wynikającymi ze skomplikowanej
gry interesów we wspólnocie transatlantyckiej.
Consensus w traktowaniu sprawy ukraińskiej, który ujawnił się w Polsce
w różnych środowiskach pod wpływem euforii, jaką wywołały wydarzenia na
Ukrainie, należałoby zachować również w nadchodzącym czasie pomimo różnych
przeciwności, jakie w związku z Ukrainą mogą wyniknąć i przypuszczalnie
wynikną.
Polska dyplomacja, zdaniem autorów raportu, powinna - wykorzystując
konstytucyjne uprawnienia nadane Ministerstwu Spraw Zagranicznych - zaznaczać
wyraziściej swoją rolę jako koordynator polityki wobec Kijowa oraz wobec
potencjalnych partnerów współpracujących nad integracją demokratyzującej
się Ukrainy ze światem zachodnim.
Czy można założyć, że Kijów długofalowo, kiedy minie już entuzjazm wynikły
z polskiego wsparcia, będzie chciał opierać się w swych dążeniach pro-europejskich,
czy pro-zachodnich, głównie na Polsce, jak twierdzą niektórzy nasi komentatorzy?
Wątpliwe. Natomiast niewykluczone, że tak jak w przeszłości Litwie, tak
teraz Ukrainie, polska polityka zagraniczna będzie mogła świadczyć dobre
usługi przy wsparciu jej aspiracji europejskich.
Skoro Polska ma ambicję odgrywania roli "adwokata" Ukrainy, to politykę
wobec tego państwa, i generalnie politykę wschodnią warto by uczynić
przedmiotem lepiej skoordynowanej wymiany informacji i dogłębniejszej refleksji
między różnymi zainteresowanymi podmiotami w Polsce.
W przyszłej polityce wobec Ukrainy, a także Białorusi, Rosji i Mołdawii,
warto odwoływać się bardziej niż dotąd do kontaktów ośrodków poza-oficjalnych,
zwłaszcza akademickich, młodzieżowych i organizacji pozarządowych, gdyż
byłoby to elementem rozwoju społeczeństwa obywatelskiego we wszystkich
tych krajach.
Polska, pragnąc pomóc Ukrainie w demokratyzacji i odnalezieniu samodzielnej
drogi w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, musi (po stronie oficjalnej)
prowadzić swą politykę w taki sposób, by nie ograniczała się ona do elity
politycznej i intelektualnej. Nigdy wcześniej
Polska i Ukraina nie znalazły się przed porównywalną szansą zainicjowania
polityki autentycznego pojednania, które samo w sobie jest wielką wartością,
przybliżającą do wspólnych celów w polityce bezpieczeństwa.
Kluczowa kwestia, jaka staje przed polską polityką zagraniczną i bezpieczeństwa
brzmi: czy nasz kraj - i to pod warunkiem, że zdoła utrzymać wiodącą pozycję
w ramach polityki Zachodu względem Ukrainy, co w żadnym razie nie jest
przesądzone - potrafi przekonać partnerów, że Zachód winien wiązać z Ukrainą
swe interesy.
Polska winna konsekwentnie utrzymywać sprawę ukraińską na porządku dnia,
co oznaczałoby w praktyce odwoływanie się do różnych partnerów w różnych
układach, dwustronnie, regionalnie oraz w gremiach integracyjnych.
Ukraina - traktowana przyszłościowo jako państwo o wielkim potencjale
gospodarczym, politycznym i wojskowym - jest wielkim i ambitnym wyzwaniem
dla Unii Europejskiej, budującej swą nową tożsamość poprzez wspólną politykę
zagraniczną, bezpieczeństwa i obrony. Równocześnie do stowarzyszenia i
członkostwa w Unii może dojść jedynie etapami. Oznacza to, że wizję Ukrainy
bliskiej Zachodowi można zrealizować, postępując pragmatycznie. Polska
dyplomacja będzie tu musiała znaleźć "złoty środek", czyli zaproponować
naszym partnerom w Brukseli takie konkretne posunięcia, które byłyby:
- możliwe do przeforsowania przez unijne gremia decyzyjne;
- przekonujące dla ukraińskiej opinii publicznej jako realne i satysfakcjonujące;
- mające znaczenie praktyczne dla procesu zbliżania Ukrainy do UE;
- nie uszczuplające polskiego interesu (co w tej chwili wydaje się
kryterium pozbawionym sensu, ale z czasem może przeistoczyć się w duży
problem, zwłaszcza gdy odnosiłoby się do polityki spójności);
- przyjęcia kryteriów (jak kryteria kopenhaskie w przypadku członkostwa),
po wypełnieniu których Ukraina zostałaby skreślona z listy państw, na których
obywatelach ciąży wymóg uzyskania wiz przy wjeździe na terytorium UE;
- uznania Ukrainy za funkcjonującą gospodarkę rynkową;
- udzielenia skutecznego wsparcia na rzecz przyjęcia Ukrainy do Światowej
Organizacji Handlu (WTO);
- utworzenia specjalnie z myślą o młodych Ukraińcach, w tym liderach
politycznych i gospodarczych, programu stypendialnego otwierającego przed
nimi europejskie uczelnie. Może warto byłoby nazwać taki program "Socrates-Mohyła".
Program taki musiałby mieć spory zakres i zapewnione finansowanie.
Ukraina oczekiwałaby jeszcze większej pomocy Polski przy realizacji
planów modernizacji sił zbrojnych. Stąd wynikają następujące sugestie:
- nie rezygnować z popierania Ukrainy w Sojuszu Atlantyckim i na forum
międzynarodowym; łącznie z odwoływaniem się do zasady "otwartych drzwi";
- przekonywać sojuszników o zasadności wypracowania MAP dla Ukrainy,
tak by wyróżniała się jeszcze wyraźniej spośród państw współpracujących
z Sojuszem na obszarze WNP; by osiągała poziom predestynujący do członkostwa
w NATO;
- kontynuować rolę doradczą w zakresie osiągania standardów NATO, interoperacyjności,
w tym w ramach misji zagranicznych oraz reformowania sił zbrojnych;
- przedstawiać integrację z NATO jako również (niezależnie od Unii,
wskazując, że chodzi o wdrożenie tych samych kryteriów), sprzyjającą demokratyzacji
i rozwojowi technologicznemu;
- przekazywać doświadczenia jako państwo-gospodarz (HNS);
- pomóc ukraińskim stowarzyszeniom typu think thank i NGO w organizacji
kampanii informacyjnej na temat Sojuszu, jego politycznej roli, zasad integracji,
cywilnej demokratycznej kontroli nad armią, by złagodzić deficyt wiedzy,
zmniejszyć brak zaufania, polepszyć wizerunek w społeczeństwie (również
wśród mieszkańców wschodniej części Ukrainy);
- rozważyć formy prezentacji Sojuszu, które byłyby atrakcyjniejsze niż
dotychczas, adresować je do środowisk opiniotwórczych i do młodszego
pokolenia;
- zintensyfikować współpracę wyższych szkół wojskowych, zwłaszcza typu
Akademii Obrony Narodowej wokół wspólnych seminariów;
- nawiązać współpracę z mediami regionalnymi, również we wschodniej
części Ukrainy;
- zainicjować szerszą współpracę między organizacjami z różnych państw
Europy Zachodniej, Środkowej i Wschodniej (w tym Białorusi i Rosji), Ameryki.
Wspieranie Ukrainy w drodze do demokracji oraz do politycznych i militarnych
struktur świata zachodniego, z polskiej perspektywy nie powinno mieć alternatywy.
|