Szukaj na stronie

Menu

Ankieta
Czy na terytorium Polski powinny zostać rozmieszczone elementy tarczy antyrakietowej?
Tak
Nie
Nie mam zdania


Zobacz rezultaty

Archiwum sond
Publikacje

Ekspedycyjne NATO


NATO po raz pierwszy w swojej historii buduje siły ekspedycyjne zdolne do działań globalnych. Oznacza to, że Sojusz już w przyszłym roku będzie miał wreszcie narzędzia do szybkiego zwalczania asymetrycznych zagrożeń.

By sprostać nowym zagrożeniom, NATO przechodzi na solidną dietę odchudzającą. Sojusz porzuca swoją ociężałą strukturę wojskową. Liczba dowództw zmniejszyła najpierw z 65 do 20 w latach dziewięćdziesiątych, a za rok będzie ich tylko 11. Znika podział na dwa obszary odpowiedzialności operacyjnej pomiędzy dwóch dowódców strategicznych. Obecnie Sojusz posiada jednego dowódcę odpowiedzialnego za prowadzenie wszystkich działań wojskowych. Może on dowodzić operacjami NATO w dowolnym miejscu świata, a nie tylko na obszarze naszego kontynentu, jak to było jeszcze do niedawna. Drugi strategiczny dowódca odpowiada za transformację Sojuszu i tworzenie strategii rozwoju oraz opracowywanie doktryn.


Sumo czy koszykówka


Wykorzystaniem sił ekspedycyjnych Sojuszu zajmie się najważniejszy sztab NATO - Sojusznicze Dowództwo Operacji w Maisieres (Belgia). Pracuje tutaj ponad 2 tys. wojskowych i cywilnych ekspertów. Przez lata zajmowali się oni planowaniem użycia tysięcy czołgów i broni jądrowej do odparcia potencjalnego ataku wojsk Układu Warszawskiego. Wojna wyglądałaby wtedy jak starcie dwóch zapaśników sumo. Po obu stronach pod bronią znajdowało się wtedy 5 mln żołnierzy, 150 tys. czołgów i 12 tys. samolotów. Dzisiaj wyzwaniem są asymetryczne zagrożenia, które nie wiadomo, kiedy i gdzie się pojawią. Walka z nimi przypomina bardziej grę w koszykówkę - trzeba być ruchliwym, szybkim i sprawnym.

Na budynku sztabu Sojuszniczych Sił w Europie powiewa , po czterdziestu latach nieobecności, francuska flaga, a przed budynkiem 102, na jego dachu łopocze także flaga Unii Europejskiej. Ta ostatnia rozbudowuje tutaj swój sztab planistyczny. Jej oficerowie dowodzą operacją pokojową "Althea" w Bośni i Hercegowinie liczącą 7 tys. żołnierzy. Zastępca Naczelnego Dowódcy Sił Sojuszniczych w Europie jest jednocześnie dowódcą strategicznym tych sił i najważniejszym żołnierzem Unii Europejskiej. Wiele dzieje się w kwaterze Sojuszniczego Dowództwa Operacji, chociaż nie zawsze o tym głośno. Zmiany ogarnęły jednak wszystkie struktury wojskowe i widać je w każdej dziedzinie.


Piłka poza terenem


W 2006 r. - po raz pierwszy w historii - NATO będzie miało do dyspozycji wielonarodowe połączone siły ekspedycyjne. Formacja ta będzie utrzymywana w gotowości do użycia w czasie od 5 do 30 dni. Liderzy NATO dostaną już za rok potężne narzędzie do zwalczania kryzysów w skali globalnej, co stanowi rewolucję doktrynalną w NATO - największą w historii organizacji. Siły Odpowiedzi NATO będą zdolne do błyskawicznego przerzutu w dowolny rejon świata - twierdzi gen. James Jones Naczelny Dowódca Sojuszniczych Sił w Europie. Oznacza to, że kraje członkowskie muszą być przygotowane do przeprowadzania wielonarodowych i połączonych operacji wojskowych poza rejonem odpowiedzialności NATO.

NATO się zmienia, żeby przetrwać i jego transformacja musi być ciągła. Według ekspertów oznacza to konieczność olbrzymich przeobrażeń mentalnych w samym Sojuszu i inwestycje w wyrafinowane systemy walki, dowodzenia i łączności, a także transport strategiczny zarówno lotniczy jak i morski  w krajach członkowskich. Czy podołamy temu mentalnie i finansowo - pytają nieliczni eksperci wojskowi? Dzisiaj, co zaskakujące, wszystkie kraje Sojuszu bez wielkich dyskusji i debat zgadzają się na te radykalne zmiany. Nie zawsze jednak tak było.

W latach sześćdziesiątych zmiana doktryny NATO spowodowała niemalże rozpad Sojuszu i wyjście Francji z NATO. Dzisiaj historia zatoczyła koło i po prawie czterdziestu latach Francuscy oficerowie powoli wracają do struktur wojskowych Sojuszu i są motorem napędowym jego Sił Odpowiedzi, która symbolizuje nową, ofensywną doktrynę NATO. Francuski generał objął nawet w sztabie Sojuszniczego Dowództwa Operacji stanowisko szefa Zarządu Szkolenia i Ćwiczeń, które będzie miało wielki wpływ na wyznaczanie standardów wyszkolenia sił ekspedycyjnych NATO.

Z powodu zmian w doktrynie Sojuszu, Francuzi w 1966 r. "wyrzucili" najważniejsze dowództwo strategiczne NATO z Paryża. Kryzys pomiędzy Francją a NATO narastał od początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Pretekstem do rozwodu była właśnie zmiana doktryny wojskowej NATO z tzw. "zmasowanego odwetu" na "elastyczne reagowanie", której Francuzi nie chcieli zaakceptować.

Doktryna "zmasowanego odwetu" zakładała natychmiastowe użycie broni atomowej do zniwelowania konwencjonalnej przewagi Związku Radzieckiego. W owym czasie głównym zagrożeniem dla Zzchodniej Europy była możliwość nagłego wtargnięcia sowieckich zagonów pancernych. Kolejne wydarzenia dowiodły jednak, że poniżej tzw. progu atomowego odwetu, cały blok wschodni ma pełną swobodę ruchu. Nie istniały bowiem instrumenty pozwalające na przeciwstawienie się eskalacji komunizmu w państwach Trzeciego Świata.

Dopiero na początku lat 60. ub. wieku prof. Herman Kahn opracował teorię eskalacji. Efektem było powstanie doktryny "elastycznego reagowania". Zgodnie z tym reakcja USA na zaistniałe wydarzenia miała zostać dostosowana do stopnia eskalacji konfliktu. De Gaulle uważał jednak, że zmiana doktryny NATO w praktyce oznacza, że USA nie zamierzają użyć broni nuklearnej w obronie Europy zachodniej w przypadku sowieckiej agresji. W lutym 1966 r. de Gaulle zażądał, żeby NATO opuściło kraj nad Sekwaną do kwietnia 1967r.


Stopnie i stanowiska


Polacy popierają zmiany chociaż w obsadach najwyższych stanowisk nie zyskujemy nic. Przyczyny naszej skromnej obecności w decyzyjnych strukturach wojskowych Sojuszu są oczywiste. Dzisiaj na ok. 3500 żołnierzy zaangażowanych w operacjach międzynarodowych jedynie 17 proc. uczestniczy w operacjach Paktu Północnoatlantyckiego.

Rodzi to frustracje w Sojuszu. Jego liderzy uważają bowiem, że nasz kraj ze względu na swoje znaczenie w polityce europejskiej oraz posiadany potencjał powinien zwiększyć swój udział w ogólnym wysiłku operacyjnym . Sytuację pogarsza niewielki wkład Polski do budżetu NATO. Konsekwencje były łatwe do przewidzenia. W trakcie opracowywania nowych struktur organizacyjnych Sojuszu, liczba stanowisk dla Polski zmniejszyła się o 12 proc. W 1998 roku, w momencie wstąpienia Polski do struktur dowodzenia NATO, otrzymaliśmy do obsadzenia ogółem 297 stanowisk w strukturach dowodzenia. Wśród nich 126 przeznaczono dla oficerów (w tym 4 generałów), a kolejne 171 dla podoficerów. Teraz po sześciu latach członkostwa i twardych negocjacjach mamy do obsadzenia 261 stanowisk, w tym 117 przeznaczonych dla oficerów (w tym 4 generałów) oraz 110 dla podoficerów.

Podstawą do określenia liczby stanowisk były zaakceptowane przez państwa Sojuszu dyrektywy stanowiące, że w strukturach dowodzenia są one rozdzielane na podstawie procentowego udziału we wspólnym budżecie Sojuszu, ilości sił wydzielanych przez państwa do dyspozycji NATO oraz ilości stanowisk obsadzanych obecnie. Były przypadki, że o jedno stanowisko ubiegało się kilkanaście państw. Innymi słowy nie mogliśmy się spodziewać niczego więcej biorąc pod uwagę  to co dajemy od siebie Sojuszowi.

Kmdr ppor. Artur Bilski


(C)Copyright by Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie