| Ankieta |
|
|
| Czy na terytorium Polski powinny zostać rozmieszczone elementy tarczy antyrakietowej? |
|
|
|
|
|
W kleszczach Afganistanu
Powodzenie misji Międzynarodowych Sił Wspierania Bezpieczeństwa
(ISAF) w Afganistanie to obecnie "być albo nie być" transformacji
Sojuszu Północnoatlantyckiego, zmierzającej do uczynienia te organizację
bardziej przydatną w zwalczaniu terroryzmu. Problemem, z którym musi się
szybko uporać sekretarz generalny NATO, Jaap de Hoop Scheffer, jest
słabnące zaangażowanie państw NATO w tym kraju.
- "Nie stać nas na przegraną w Afganistanie" - uważa sekretarz.
Priorytet szefa NATO jest zrozumiały jeśli weźmie się pod uwagę fakt,
że chodzi o pierwszą operację NATO poza tradycyjnie rozumianym obszarem
odpowiedzialności Sojuszu rozciągającym się od bieguna północnego do Zwrotnika
Raka i od zachodnich wybrzeży USA do wschodnich granic Turcji. Siły NATO
w Afganistanie liczą ponad 9 tys. żołnierzy i, zgodnie z mandatem, zapewniają
bezpieczeństwo rejonowi Kabulu i Kunduzu na północy kraju. Skala operacji
jest symboliczna, zważywszy na obszar Afganistanu wynoszący ponad
640 tys. km kwadratowych. W sześciokrotnie mniejszej Bośni na początku
misji IFOR zaangażowano około 60 tys. żołnierzy. Podobnie
było 3 lata później w Kosowie. Można wyliczyć kilka przyczyn
trudnej sytuacji związanej z misja afgańską. Po pierwsze Kosowo i
Bośnia znajdują się na europejskim podwórku, nie wymagały więc olbrzymich
nakładów finansowych na transport żołnierzy i sprzętu, infrastruktura transportowa
była o niebo lepiej rozwinięta niż w Afganistanie a kulturowo Bośnia
jest "łatwiejszym" zadaniem, jeśli chodzi o porozumienie pomiędzy ludnością
rodzimą a "misjonarzami".
Kto daje i odbiera ...
Zadanie stabilizowania sytuacji w Afganistaniemają
Prowincjonalne Zespoły Odbudowy (PRT), których żołnierze i
eksperci cywilni współpracują przy projektach rozwojowych dla afgańskich
miast a także ochraniają pracowników misji humanitarnych. ISAF przejęło
dowództwo nad swym pierwszym PRT w Kunduzie, teraz ma jeszcze pięć
takich zespołów: w Majmanie, Fajzabadzie, Baghlanie, Taharze i Sar-i-Pol.
Liczebność PRT może wzrosnąć do około 24 w ciągu najbliższych czterech
lat. W związku z tym stan osobowy ISAF sięgnąłby od 9 do 12 tysięcy
żołnierzy. Czy tak się stanie ?
Blisko dwa lata temu Kanadyjczyk generał Andrew Leslie, wtedy
jeszcze zastępca dowódcy Międzynarodowych Sił Wspierania Bezpieczeństwa
w Afganistanie, wieszczył katastrofę. Generał twierdził otwarcie,
że jeśli kraje natowskie nie dołożą starań, to misja pokojowa
spali na panewce. Brak dostatecznej liczby śmigłowców to bardzo poważna
bolączka NATO w Afganistanie, uniemożliwia bowiem szybką pomoc medyczną
i szybką ewakuacje zagrożonych żołnierzy. Brak rozwiniętej sieci
drogowej w tym zniszczonym kraju sprawia, że transport lotniczy staje
się koniecznością. Dochodzą do tego jeszcze brak odpowiednich informacji
wywiadowczych, a także zwyczajny deficyt żołnierzy, w tym specjalistów
od rozminowywania. Analitycy Sojuszu przyznają, że sytuacja, kiedy kraje
deklarują głośno na forum międzynarodowym swoje uczestnictwo w danej misji
pokojowej, a potem po cichu wycofują się ze swoich obietnic nie może być
dłużej tolerowana. W Sojuszu nie ma na razie mechanizmu, który pozwoliłby
uniknąć podobnych sytuacji. - Mamy karać takie kraje? - mówią eksperci. Ale jak?
Pomiędzy młotem a kowadłem
Transformacja systemowa w kierunku demokracji w Afganistanie
będzie jednak niezmiernie trudna. Władza prezydenta Karzaja ogranicza się
bowiem jedynie do części kraju. Resztę kontrolują przywódcy etniczni,
zwyczajni watażkowie wojenni, którzy nie chcą się podporządkować władzy
centralnej. Przyczyna jest oczywista - produkcja narkotyków przynosi 2,6
mld dolarów rocznie, czyli połowę produktu krajowego brutto. Spośród
około 100 tysięcy wojowników, należących do różnych milicji plemiennych,
rozbrojono dotychczas niespełna 10 tysięcy. Nowa armia afgańska liczy
zaledwie 13 tys. żołnierzy. Rozpaczliwa bieda i powolność procesu
stabilizacji po upadku reżimu talibów sprawiła, że w Afganistanie znów
kwitnie uprawa maku opiumowego. Dochód na jednego mieszkańca wynosi 180
dolarów rocznie. Kraj stał się ponownie największym w świecie dostawcą
opium - w zeszłym roku wyprodukowano w Afganistanie 3600 ton tego
narkotyku. Według ONZ, Afganistan pod względem jakości życia jest
na przedostatnim miejscu na świecie (na ostatnim jest Sierra Leone).
Przeszło połowa ludności żyje w skrajnej nędzy, a średnie trwanie
życia nie przekracza 50 lat.
Aby przekształcić słaby rząd tymczasowy w mocną władzę demokratyczną,
która poradziłaby sobie zarówno z fanatycznymi talibami, jak i z
lokalnymi watażkami, czerpiącymi siłę z przemytu narkotyków, Karzaj
chce otrzymać od zagranicznych dawców pomocy 27,5 mld dolarów w ciągu
siedmiu lat. Rząd Afganistanu oblicza, że dzięki takiej pomocy dochód
na jednego mieszkańca wzrośnie w ciągu 10 lat do 500 dolarów rocznie.
Jednak według rządu niemieckiego uczestnicy konferencji berlińskiej,
która obyła się 30 marca br. obiecali Afganistanowi tylko
nieco ponad jedną czwartą tej sumy - 7,4 mld dolarów.
W tym roku misja NATO w Afganistanie wchodzi w nową fazę
- walkę z baronami narkotykowymi prowadzoną przez siły specjalne USA i
Wielkiej Brytanii. Oznacza to również dodatkowe obciążenia dla państw
członkowskich, które są coraz mniej skłonne do dalszych poświęceń. Ewentualna
zmiana mandatu ISAF może zakłócić i tak kruchą stabilizację w tym kraju,
która nastała po wyborach prezydenckich na jesieni 2004 roku i wywołać
więcej przemocy. Pozostawienie jednak baronów narkotykowych samym sobie
w imię zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa żołnierzom oddziałów międzynarodowych
NATO, to skazanie demokratyzacji Afganistanu w dłuższym okresie na pewną
porażkę, a tym samym obrócenie w niwecz wielkiego, militarnego wysiłku
Sojuszu.
Kmdr ppor. Artur Bilski
|