Szukaj na stronie

Menu

Ankieta
Czy na terytorium Polski powinny zostać rozmieszczone elementy tarczy antyrakietowej?
Tak
Nie
Nie mam zdania


Zobacz rezultaty

Archiwum sond
6-10 kwiecień 2005r.

PRZYSZLIŚMY DO CIEBIE

Dzień 2-go kwietnia 2005 roku zapisze się na zawsze w kartach historii świata. Tego dnia umarł papież Jan Paweł II, nasz ojciec, przyjaciel, przewodnik. To On mówił nam co jest dobre a co złe, wskazywał właściwą drogę, podtrzymywał na duchu. To On błogosławił i kochał nas wszystkich bez względu na płeć, kolor skóry czy wiek, a tam gdzie stanęła jego noga upadał komunizm, terror, niesprawiedliwość. Jan Paweł II niósł ze sobą światłość, otuchę a przede wszystkim nadzieję. 2-go kwietnia 2005 roku odszedł jeden z nawspanialszych ludzi tej epoki.

Dokładnie tydzień później, 8 kwietnia, odbył się w Watykanie pogrzeb Papieża. Na owe wydażenie, oprócz licznej delegacji z Polski, zjechali się do Rzymu najwięksi przedstawiciele państw, zarówno tych dużych jak USA, Wielka Brytania, Niemcy, jak i tych mniejszych jak Iran czy Jordania. Obecna była również niezliczona ilość młodych ludzi, których tak bardzo umiłował Papież. Wśród nich nie zabrakło także przedstawicieli Sekcji Akademickiej Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego w osobach: Tomasz Badowski - przewodniczący, Magdalena Krasuska - wiceprzewodnicząca oraz Anna Minich i Paweł Boruń-Jagodziński.

Nasza podróż rozpoczęła się w środę, 6 kwietnia, kiedy to wraz ze zwartą grupą 200 osób wyruszyliśmy trzema autokarami z Warszawy do Rzymu. Wyjazd oczywiście oraganizowany był przez miesięcznik Stosunki Międzynarodowe, za co mu serdecznie dziękujemy.

Po długich trudach dotarliśmy do Rzymu w piątek skoro świt, wymęczeni ale szczęśliwi, że udało nam się dojechać. Autokary zostawiliśmy na Stadionie Olimpico, który już czekał na przyjęcie pielgrzymów, i ruszyliśmy w stronę Watykanu autobusem, który tego dnia był bezpłatny. To co ujrzeliśmy przerosło nasze najśmielsze oczekiwania - setki tysięcy ludzi owiniętych w śpiwory i czekających na rozpoczęcie mszy. Część krążyła po Rzymie szukając sposobności wejścia na Plac Św. Piotra, część koczowała jak najbliżej telebimów, gdzie miała być transmitowana msza. Także i my początkowo szukaliśmy możliwości dostania się na Plac. Niestety większość wejść była zamknięta. Jedynie jedno miało zostać otwarte, lecz kolejka przy nim ciągnęła się w nieskończoność, w związku z czym zrezygnowaliśmy z tego przedsięwzięcia. Usadowiliśmy się blisko ogromnego telebimu na Piazza del Risorgimento, tuż pod murami Watykanu, i czekaliśmy z niecierpliwością na mszę. Dominującym językiem był oczywiście język polski - słychać go było wszędzie.

Rzesze młodych ludzi siedziało na Placu Risorgimento i śpiewało na cześć papieża. „Szukałem was a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję” - te ostatnie słowa, które wypowiedział Jan Paweł II tuż przed śmiercią najlepiej opisują ogrom młodzieży przybyłej, by pożegnać człowieka, którego tak bardzo ukochali.

Gdy wybiła godzina 10.00 na telebimach rozpoczęła się transmisja mszy. Na Piazza del Risorgimento zapanowała cisza. Zgrzewki wody, które władze Rzymu zapewniły na tamten dzień pielgrzymom, szybko znalazły nowe zastosowanie - stały się siedzeniami, podestami, stolikami. Ludzie wspinali się na nie by nie uronić nawet chwili z odbywającej się mszy. Gdy trumna z ciałem Papieża została wniesiona na Plac Św. Piotra, tysiące biało-czerwonych flag wystrzeliło w górę. Nigdy nie zapomnę tego, co wtedy zobaczyłam - morze flag, z których najliczniejsze były polskie, włączając flagi Solidarności - symbol zjednoczonej Polski. Polacy nie zapomnieli o swoim Papieżu, nawet w tak smutnej i dramatycznej chwili.

Atmosfera na Placu była o dziwo bardzo spokojna. Nikt nie płakał, nie lamentował, panował niezwykły spokój i skupienie. Wszyscy w ciszy wsłuchiwali się w radio, gdzie na falach 93.3 tłumaczona była msza na język polski. Ludzie jednoczyli się ze sobą, dzielili, ustępowali miejsca. Największe marzenie Jana Pawła II, aby ludzie solidaryzowali się, tego dnia na pewno się ziściło. Natomiast to, co zasługuje na największą uwagę wydarzyło się po samej mszy, kiedy to cały Rzym zatrząsł się w posadach od braw, które rozbrzmiały na cześć Jana Pawła II. W ten sposób cały świat oddał Mu hołd.

Po zakończeniu mszy tłum niechętnie zaczął się rozchodzić. Część pragnęła dostać się na Plac Św. Piotra i choć przez chwilę móc pobyć blisko Papieża. Wszyscy razem i każdy z osobna kierował swój wzrok na okno, w którym Jan Paweł II zwykł przemawiać do ludzi, a które teraz było puste. Każdy czekał z nadzieją, że za chwilę okno się otworzy i wyjży z niego Papież pozdrawiając zebranych. Niestety okno pozostało zamknięte.

Na środku Placu Św. Piotra zebrała się grupa młodzieży włoskiej i polskiej, razem śpiewaliśmy pieśni wychwalając Jana Pawła II. Dla nas On nadal żył, a my śpiewaliśmy na jego cześć.

Na duże uznanie zasługują Rzymiane, którzy okazali się wspaniałymi organizatorami i bardzo dobrze przygotowali się na przyjęcie tylu pielgrzymów. Nie było żadnych utrudnień, wszystko funkcjonowało w należytym porządku. Ekipa sprzątająca świetnie poradziła sobie z uprzątnięciem bałaganu, jaki powstał, tak że jeszcze tego samego dnia wieczorem Rzym wyglądał tak, jak tuż przed przyjęciem pielgrzymów.

Nasza grupa wyruszyła do domu w piątek wieczorem, tak że w niedzielę z samego rana zawitaliśmy w Warszawie. Po przyjeździe każdy rozszedł się w swoją stronę, by móc w cichości ducha przeżyć ten moment jeszcze raz.

Anna Minich


(C)Copyright by Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie