| Ankieta |
|
|
| Czy na terytorium Polski powinny zostać rozmieszczone elementy tarczy antyrakietowej? |
|
|
|
|
|
 |
PRZYSZLIŚMY DO CIEBIE
Dzień 2-go kwietnia 2005 roku zapisze się na zawsze w kartach historii
świata. Tego dnia umarł papież Jan Paweł II, nasz ojciec, przyjaciel, przewodnik.
To On mówił nam co jest dobre a co złe, wskazywał właściwą drogę, podtrzymywał
na duchu. To On błogosławił i kochał nas wszystkich bez względu na płeć,
kolor skóry czy wiek, a tam gdzie stanęła jego noga upadał komunizm, terror,
niesprawiedliwość. Jan Paweł II niósł ze sobą światłość, otuchę a przede
wszystkim nadzieję. 2-go kwietnia 2005 roku odszedł jeden z nawspanialszych
ludzi tej epoki.
Dokładnie tydzień później, 8 kwietnia, odbył się w Watykanie pogrzeb
Papieża. Na owe wydażenie, oprócz licznej delegacji z Polski, zjechali
się do Rzymu najwięksi przedstawiciele państw, zarówno tych dużych jak
USA, Wielka Brytania, Niemcy, jak i tych mniejszych jak Iran czy Jordania.
Obecna była również niezliczona ilość młodych ludzi, których tak bardzo
umiłował Papież. Wśród nich nie zabrakło także przedstawicieli Sekcji Akademickiej
Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego w osobach: Tomasz Badowski - przewodniczący,
Magdalena Krasuska - wiceprzewodnicząca oraz Anna Minich i Paweł Boruń-Jagodziński.
Nasza podróż rozpoczęła się w środę, 6 kwietnia, kiedy to wraz ze zwartą
grupą 200 osób wyruszyliśmy trzema autokarami z Warszawy do Rzymu. Wyjazd
oczywiście oraganizowany był przez miesięcznik Stosunki Międzynarodowe,
za co mu serdecznie dziękujemy.
Po długich trudach dotarliśmy do Rzymu w piątek skoro świt, wymęczeni
ale szczęśliwi, że udało nam się dojechać. Autokary zostawiliśmy na Stadionie
Olimpico, który już czekał na przyjęcie pielgrzymów, i ruszyliśmy w stronę
Watykanu autobusem, który tego dnia był bezpłatny. To co ujrzeliśmy przerosło
nasze najśmielsze oczekiwania - setki tysięcy ludzi owiniętych w śpiwory
i czekających na rozpoczęcie mszy. Część krążyła po Rzymie szukając sposobności
wejścia na Plac Św. Piotra, część koczowała jak najbliżej telebimów, gdzie
miała być transmitowana msza. Także i my początkowo szukaliśmy możliwości
dostania się na Plac. Niestety większość wejść była zamknięta. Jedynie
jedno miało zostać otwarte, lecz kolejka przy nim ciągnęła się w nieskończoność,
w związku z czym zrezygnowaliśmy z tego przedsięwzięcia. Usadowiliśmy się
blisko ogromnego telebimu na Piazza del Risorgimento, tuż pod murami Watykanu,
i czekaliśmy z niecierpliwością na mszę. Dominującym językiem był oczywiście
język polski - słychać go było wszędzie.
Rzesze młodych ludzi siedziało na Placu Risorgimento i śpiewało na
cześć papieża. Szukałem was a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam
dziękuję - te ostatnie słowa, które wypowiedział Jan Paweł II tuż przed
śmiercią najlepiej opisują ogrom młodzieży przybyłej, by pożegnać człowieka,
którego tak bardzo ukochali.
Gdy wybiła godzina 10.00 na telebimach rozpoczęła się transmisja mszy.
Na Piazza del Risorgimento zapanowała cisza. Zgrzewki wody, które władze
Rzymu zapewniły na tamten dzień pielgrzymom, szybko znalazły nowe zastosowanie
- stały się siedzeniami, podestami, stolikami. Ludzie wspinali się na nie
by nie uronić nawet chwili z odbywającej się mszy. Gdy trumna z ciałem
Papieża została wniesiona na Plac Św. Piotra, tysiące biało-czerwonych
flag wystrzeliło w górę. Nigdy nie zapomnę tego, co wtedy zobaczyłam -
morze flag, z których najliczniejsze były polskie, włączając flagi Solidarności
- symbol zjednoczonej Polski. Polacy nie zapomnieli o swoim Papieżu, nawet
w tak smutnej i dramatycznej chwili.
Atmosfera na Placu była o dziwo bardzo spokojna. Nikt nie płakał, nie
lamentował, panował niezwykły spokój i skupienie. Wszyscy w ciszy wsłuchiwali
się w radio, gdzie na falach 93.3 tłumaczona była msza na język polski.
Ludzie jednoczyli się ze sobą, dzielili, ustępowali miejsca. Największe
marzenie Jana Pawła II, aby ludzie solidaryzowali się, tego dnia na pewno
się ziściło. Natomiast to, co zasługuje na największą uwagę wydarzyło się
po samej mszy, kiedy to cały Rzym zatrząsł się w posadach od braw, które
rozbrzmiały na cześć Jana Pawła II. W ten sposób cały świat oddał Mu hołd.
Po zakończeniu mszy tłum niechętnie zaczął się rozchodzić. Część pragnęła
dostać się na Plac Św. Piotra i choć przez chwilę móc pobyć blisko Papieża.
Wszyscy razem i każdy z osobna kierował swój wzrok na okno, w którym Jan
Paweł II zwykł przemawiać do ludzi, a które teraz było puste. Każdy czekał
z nadzieją, że za chwilę okno się otworzy i wyjży z niego Papież pozdrawiając
zebranych. Niestety okno pozostało zamknięte.
Na środku Placu Św. Piotra zebrała się grupa młodzieży włoskiej i polskiej,
razem śpiewaliśmy pieśni wychwalając Jana Pawła II. Dla nas On nadal żył,
a my śpiewaliśmy na jego cześć.
Na duże uznanie zasługują Rzymiane, którzy okazali się wspaniałymi
organizatorami i bardzo dobrze przygotowali się na przyjęcie tylu pielgrzymów.
Nie było żadnych utrudnień, wszystko funkcjonowało w należytym porządku.
Ekipa sprzątająca świetnie poradziła sobie z uprzątnięciem bałaganu, jaki
powstał, tak że jeszcze tego samego dnia wieczorem Rzym wyglądał tak, jak
tuż przed przyjęciem pielgrzymów.
Nasza grupa wyruszyła do domu w piątek wieczorem, tak że w niedzielę
z samego rana zawitaliśmy w Warszawie. Po przyjeździe każdy rozszedł się
w swoją stronę, by móc w cichości ducha przeżyć ten moment jeszcze raz.
Anna Minich
|