| Ankieta |
|
|
| Czy na terytorium Polski powinny zostać rozmieszczone elementy tarczy antyrakietowej? |
|
|
|
|
|
 |
Skrócony i nieautoryzowany zapis spotkania Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego w siedzibie PAP z dnia 22 lutego 2005 r.
Bronisław Komorowski
Proszę Państwa, z ogromną satysfakcją mam zaszczyt wprowadzić do dyskusji
o sprawach, którymi polska opinia publiczna żyje od wielu miesięcy, pomimo
różnych opinii negatywnych, co do relacji polsko-ukraińskich. Polska opinia
publiczna, także sfery polityczne żyją sprawami Ukrainy, żyją sprawami
pomarańczowej rewolucji i dobrymi perspektywami współpracy polsko-ukraińskiej.
Myślę, że znakomitym tłem naszej dzisiejszej rozmowy jest wypowiedź prezydenta
Bush'a, który mówił wyraźnie o tym, że wolą Ameryki, wolą tego najpotężniejszego
kraju świata, z którym Polska ściśle współpracuje w wielu kwestiach jest
przywitanie Ukrainy w rodzinie krajów euro-atlantyckich. Jakieś marzenie
się realizuje; nie tylko w polskiej polityce, ale i w polityce świata zachodniego
rysuje się zaangażowanie w sprawy Ukrainy, której los na pewno wyciśnie
piętno na tym, co się będzie działo w naszym regionie.
W tej atmosferze przedstawiamy Państwu raport, który zawiera prognozy
dotyczące rozwoju sytuacji w i wokół Ukrainy, a poza tym sugestie dotyczące
roli polskiej polityki, polskich zadań. Myślę, że zanim rozpoczniemy dyskusję
na ten temat, warto powiedzieć, że mamy zupełnie świeży, ważny punkt odniesienia
do wypowiedzi prezydenta Juszczenki, który po przyjęciu przez Ukrainę warunków
unijnego programu sąsiedztwa, wyraźnie sformułował nadzieję, że na tym
nie koniec, że Ukraina w dalszym ciągu ma bardzo ważny cel, jakim jest
wejście do Unii Europejskiej. Myślę, że jest dla nas wszystkich zobowiązaniem
to, na co powołał się prezydent Juszczenko, mówiąc o woli tych tysięcy
Ukraińców, którzy na placach i na ulicach Kijowa demonstrowali za integracją
ze światem zachodnim, za szansami Ukrainy na znalezienie się w tej, w naszym
wspólnym przekonaniu, w lepszej części świata. Myślę, że to jest dobry
punkt wyjścia do dyskusji o polskich zadaniach, o polskich aspiracjach
do odgrywania istotnej roli w dalszym biegu wydarzeń, do występowania Polski
w roli dobrego adwokata spraw ukraińskich.
Wydaje się, że to jest rola i zadania Polski, aby nie tylko wpływać
na politykę europejską czy amerykańską, ale także na podtrzymanie nadziei
ukraińskich, jeżeli chodzi o perspektywę członkostwa w Unii Europejskiej.
My, Polacy mamy już swoje własne doświadczenia i doskonale wiemy, jak ważne
jest otworzenie choćby najdalszej perspektywy, obwarowanej najostrzejszymi
warunkami do spełnienia, dla mobilizacji nas samych, tak wobec NATO jak
i Unii Europejskiej. Jest rzeczą bardzo istotną, aby Ukraińcy czuli, że
ta perspektywa jest także przed nimi, żeby mogli się zmobilizować do trudnych
zadań, wypełnienia wszystkich warunków, które są konieczne, aby w pełni
odnaleźć swoje miejsce w integrującym się świecie.
Myślę, że to do polskiej polityki będzie należało podtrzymywanie
z jednej strony tych nadziei ukraińskich, a z drugiej strony zachęcanie
Ukraińców do przyspieszonego tempa przemian. Wszyscy powinniśmy działać,
to znaczy w różnych obszarach, ugrupowania polityczne, organizacje pozarządowe,
media, oczywiście prezydent, rząd, dyplomacja, powinniśmy działać tak,
jak w momencie, gdy nie było jeszcze żadnych rozstrzygnięć na Ukrainie,
kiedy polska polityka bardzo szeroko pojęta zagrała znakomicie. Zagrała
wspaniale, zaczynając od Ojca Świętego, który się za Ukrainę modlił; przez
byłego prezydenta, symbol polskiej solidarności, który wspierał Ukraińców;
prezydenta urzędującego, który niesłychanie umiejętnie potrafił wykorzystać
zarówno swoje relacje z prezydentem Kuczmą, jak i relacje, że światem zachodnim
na rzecz zwiększenia szans pokojowego rozwiązania kwestii ukraińskich;
przez właściwie prawie wszystkie ugrupowania polityczne, które w Europie
potrafiły niesłychanie skutecznie zabiegać o polski punkt widzenia na problem
Ukrainy. Taka skuteczna akcja często nam się nie zdarza.
Chciałbym wyrazić wdzięczność Ukraińcom, że stworzyli nam Polakom nie
tak częstą szansę odniesienia bardzo poważnego sukcesu i pokazania, że
potrafimy w sytuacjach trudnych razem się mobilizować, trochę improwizując,
odnosić sukcesy. Po tej w sumie wspaniałej polskiej szarży powinniśmy nieco
bardziej systematycznie - mamy chyba trochę więcej czasu skoncentrować
się na tym, jak być skutecznym w kwestiach dalszego promowania Ukrainy
na jej drodze do świata zachodniego. Fragmentem przygotowania do bardziej
systematycznej pracy może być również raport Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego.
Chciałbym tu bardzo serdecznie podziękować Marii Wągrowskiej,
pani Dorocie Hemi, panu Przemysławowi Żurawskiemu vel Grajewskiemu za wkład
pracy w przygotowanie tego raportu, który oby służył i Ukrainie i polskiej
polityce w kwestii Ukrainy oraz podtrzymaniu zaangażowania polskiego w
kwestie ukraińskie. Dziękuję również prezesowi Polskiej Agencji Prasowej
za gościnę.
Tadeusz Chabiera
Mamy już krytykowaną strategię europejską wobec Ukrainy. Wydaje
mi się, że najwyższy czas pomyśleć o polskiej rządowej strategii, która
będzie zawierała poza rozmaitymi deklaracjami, również część budżetową.
To znaczy, że chyba definitywnie skończyły się czasy pięknych deklaracji
i nadszedł czas na prawdziwą polską inwestycję z realizacją określonych
celów. Wiem, że mamy tu ministra Kluczkowskiego, który to skrzętnie zapisuje.
Oddaję głos Marii Wągrowskiej.
Maria Wągrowska
Dziękuję Państwu za przybycie, jak i wszystkim tym osobom, z
którymi mieliśmy przyjemność współpracować. Pozwolę sobie dodać do tego,
co powiedział Tadeusz Chabiera o potrzebie strategii rządowej z uwzględnieniem
kwestii budżetowej, że ten postulat był już zgłoszony przez grupę studentów
z różnych uniwersytetów, zgromadzonych w sekcji Akademickiej Stowarzyszenia
Euro-Atlantyckiego. Proszę sobie wyobrazić, że ci młodzi ludzie stawiali
na pierwszym planie: kwestię koordynacji polityki względem Ukrainy i koordynacji
polityki wschodniej generalnie oraz potrzebę wypracowania strategii na
rzecz Ukrainy łącznie z jej finansowaniem.
Odnośnie naszego raportu pragnę zwrócić uwagę tylko na kilka punktów.
Wydaje się nam z perspektywy tego miesiąca, kiedy pracowaliśmy nad raportem,
że Ukraina dokonała już pewnej sztuki. Polega ona, naszym zdaniem, na tym,
że nowo wybrany prezydent ani razu nie wymienił słowa, czy pojęcia NATO,
ani razu nie spowodował kontrowersji wokół możliwego otwarcia się Ukrainy
na członkostwo w NATO w nowych uwarunkowaniach. Przecież ta sprawa nie
jest absolutnie nowa i odnajdywała wcześniej swoje odzwierciedlenie w wielu
dokumentach, dekretach poprzedniego prezydenta. Niemniej jednak Juszczenko
zachował się powściągliwie, biorąc pod uwagę dwa istotne czynniki. Pierwszy
to niechęć, czy raczej dotychczasowa niechęć społeczeństwa - czytaj znacznej
części elektoratu - wobec Sojuszu Północnoatlantyckiego. Kiedy czytaliśmy
pochodzące z bardzo różnych źródeł sondaże opinii publicznej na Ukrainie
względem NATO i Unii Europejskiej, to nie mieliśmy wątpliwości co do tego,
że Unia Europejska jest do zaakceptowania, wręcz z entuzjazmem w niektórych
przypadkach. To przede wszystkim średnia klasa akceptuje zwrot, przybliżenie
Ukrainy wobec Unii Europejskiej. Natomiast badania odnoszące się do NATO
wykazywały, jak wahliwe może być poparcie: od 10 do 43%. Tak czy
inaczej poparcie wydaje się małe. Dopiero dzisiaj, właściwie po raz pierwszy,
Juszczenko wymienił NATO w kontekście możliwego członkostwa Ukrainy. Sprawę
członkostwa w Unii Europejskiej stawia jako zdecydowanie priorytetową.
Pierwszy powód to konieczna głęboka modernizacja i przebudowa systemu ustrojowego
i gospodarczego państwa. Rzecz druga to ewidentne korzyści wynikające dla
Ukrainy z potencjalnego członkostwa. Standard życia na Ukrainie wynosi
najwyżej 15 % średniej europejskiej. Polska ma doświadczenie i doskonale
rozumie, jakie ma to znaczenie i jak ogromnej pracy wymaga przezwyciężenie
takiego dystansu.
Trzeba wykorzystać impet, jaki został stworzony poprzez wybory ukraińskie,
poprzez pomarańczową rewolucję dla przebudowy rzeczywistości na Ukrainie
i charakteru kontaktów między Ukraina a Zachodem. Prezydentowi Juszczence
trzeba życzyć przede wszystkim determinacji i konsekwencji, podobnie zresztą
jak determinacji i konsekwencji należy życzyć Polsce, aby sekundowała Ukrainie
w jej drodze na Zachód.
Integracja z NATO wydaje się równie możliwa, jak w wypadku Unii Europejskiej.
Napisaliśmy w raporcie, że członkostwo w NATO odsunęło się dla Kijowa na
plan drugi - deklaratywnie przynajmniej - aczkolwiek sprawa wejścia do
Sojuszu wydaje się nadal otwarta. O ewentualnym przyjęciu Ukrainy do Sojuszu
Północnoatlantyckiego będzie można myśleć w dalszej perspektywie. Pamiętamy,
że wszystkie państwa postkomunistyczne, które przystąpiły lub starają się
o przystąpienie do Unii Europejskie najpierw stawały się członkami NATO,
wyjątek stanowi Chorwacja. Po drugie, proces przystępowania do NATO
jest dla kraju kandydującego łatwiejszy, bo jednowymiarowy. Znacznie łatwiej
będzie Ukrainie znaleźć poparcie w Stanach Zjednoczonych dla integracji
z NATO niż poparcie Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii czy Niemiec dla integracji
z Unią Europejską. Waszyngton łatwiej przechodzi do porządku wobec sprzeciwu
Moskwy niż unijna Bruksela. Stany Zjednoczone są w stanie sprawować efektywne
przywództwo w Sojuszu, tzn. mogą przeforsować konkretną decyzję przez stosowne
gremia i utrzymać poparcie polityczne dla przyjętej linii postępowania
do czasu osiągnięcia zamierzonych celów. Zastrzegamy przy tym, że stosunki
transatlantyckie wydają się w tej chwili tak skomplikowane, że ten proces
może okazać się trudniejszy niż gdyby te stosunki wyglądały lepiej. Nikt
w Europie nie chciałby, aby Ukraina stała się zakładnikiem tego typu rozgrywki
transatlantyckiej. Ukraina musi się wykazać nie tyle oświadczeniami o chęci
znalezienia się w NATO, ile konkretnymi osiągnięciami w procesie dostosowawczym.
Wyznacznikiem będzie kwestia nie tyle reformy armii, ile cywilnej, demokratycznej
kontroli nad wojskiem.
Chciałabym jeszcze podkreślić, że ten wymóg konsekwencji i wymóg znajdowania
przyjaciół dla Ukrainy jest nieodzowny dla powodzenia polskiej polityki
zagranicznej i bezpieczeństwa. Jeżeli Polska ma Ukrainie pomóc, to nie
wystarczą deklaracje. Jest jeszcze jedno ograniczenie; mam na myśli polską
politykę wschodnią, która nie powinna być kształtowana pod prąd polityki
zachodniej. Tego typu sygnały można było odbierać podczas okresu wielkiej
euforii, ale ten element nie może być dopuszczony długofalowo. Może to
być nie tylko nieskuteczne, ale po prostu szkodzić i Polsce i Ukrainie.
Dorota Hemi
Pisaliśmy o tym w raporcie, że jeśli chodzi o politykę wewnętrzną Ukrainy,
to oczywiście wszyscy skupiają się na wyborach parlamentarnych, które odbędą
się w 2006 r. Przed Juszczenką stoi zmiana konstytucji, na mocy której
jego władza zostanie znacznie ograniczona. Będzie on musiał starać się
o utrzymanie poparcia obecnego elektoratu, ewentualnie zdobycie poparcia
nowych osób, a nie będzie to łatwe, bowiem oczekiwania wobec Juszczenki
są znaczne. Społeczeństwo udzieliło Juszczence ogromnego kredytu zaufania
i będzie trudno sprostać tym oczekiwaniom i utrzymać poparcie.
Pozostaje jeszcze sprawa Rosji. Rosja wbrew temu, co można było sądzić
po pierwszej wizycie Juszczenki w Moskwie, nie wyciągnęła wniosków z lekcji,
jaką otrzymała i nadal będzie próbowała wpływać na politykę Ukrainy i utrudniać
działania prezydentowi Juszczence.
Analitycy ukraińscy, z którymi rozmawiałam, przygotowując raport, podkreślali,
że Rosja nadal będzie stawiała na partie prorosyjskie, będzie popierała
ludność o nastawieniu prorosyjskim. Rosja będzie dążyła w swoich działaniach
do tego, aby Ukraina nie była jednym państwem - zjednoczonym i solidarnym.
Jakub Boratyński
Dziękuję bardzo za zaproszenie, chcę także pogratulować autorom raportu
za kompetentne spojrzenie na problematykę w sposób całościowy i bardzo
wyważony. W tych chwilach wielkich emocji udało się państwu zachować wiele
zdrowego rozsądku.
Nikt na dobrą sprawę nie przewidział tego, co wydarzyło się na Ukrainie.
Większość przełomów dzieje się ku zaskoczeniu i wielkiemu zdziwieniu obserwatorów.
Pomarańczowa rewolucja była też wielkim prezentem dla romantycznej wizji
polskiej polityki, dla tych, którzy wyżej cenią optymizm woli nad pesymizm
wiedzy.
Przechodząc teraz do przyszłości pragnę mówić o szansach i zagrożeniach.
Jeżeli chodzi o szanse, to wiele podpowiada analiza tego, skąd się
wzięła rewolucja. Po pierwsze ten przełom demokratyczny, który nastąpił
to bardzo poważne zakwestionowanie tezy o tym, że obszar post-sowiecki
jest w jakiś sposób fundamentalnie odmienny i inny od Europy Środkowej.
Aspiracje społeczeństwa ukraińskiego, które zauważają autorzy raportu,
na dobrą sprawę nie różnią się od aspiracji narodów Europy Zachodniej.
Wymiar socjalny tej rewolucji miał tu zupełnie marginalne znaczenie. Pojawiło
się wśród komentatorów ukraińskich określenie tej rewolucji, jako rewolucji
burżuazyjno - demokratycznej, która miała swoje zaplecze w średnim biznesie.
Jest to element tej wielkiej szansy, z czego wynika, że istnieje solidne
zaplecze dla europeizacji tego kraju. Kolejnym elementem tej szansy jest
udział Ukraińców w wyborach. Szansa na to, że nowy ukraiński rząd będzie
rozumiał potrzebę respektowania reguł. W Gruzji obecnie sytuacja wolności
prasy i mediów się pogorszyła, według zewnętrznych ośrodków opiniotwórczych.
Są to zjawiska, których na Ukrainie uda się uniknąć. Rzecz następna to
pokazanie przez pomarańczową rewolucję, że istnieje nowoczesny patriotyzm
ukraiński, czy też konstytucyjny, w którym bez przeszkód odnajdują się
rosyjskojęzyczni Ukraińcy.
Jeśli chodzi o zagrożenia to - moim zdaniem - problemem są słabe mechanizmy
kontroli społecznej. Są one pluralistyczne, ale nieprofesjonalne. Istotną
kwestią jest słabość orientacji geopolitycznej. Wbrew naszym oczekiwaniom
Juszczenko zadeklarował na szczycie NATO, że Ukraina chce członkostwa.
W tej sytuacji znaczenie ma edukacja publiczna, zważywszy na to, że to
zamieszanie geopolityczne różnicuje społeczeństwo ukraińskie na tych, którzy
widzą i nie widzą sprzeczności pomiędzy polityką bliskich kontaktów z Rosją
czy Zachodem.
W konkluzji powiem tylko tyle, że ten najbliższy rok będzie decydujący.
Będą olbrzymie oczekiwania w stosunku do nowej władzy ukraińskiej. Jest
to także ten czas, kiedy Unia Europejska, która obecnie jest całkowicie
zamknięta, dopiero po roku i po zakończeniu procesu ratyfikowania Traktatu
Konstytucyjnego, będzie skłonna pójść o krok dalej.
Wołodymyr Pawliw
Chciałbym powiedzieć kilka słów o zmianach, które czekają Ukrainę i
Ukraińców. Na Ukrainie od początku pomarańczowej rewolucji upowszechniane
jest hasło: "zbliżajmy się do Zachodu". Jest to wersja "light" hasła: "przeciwko
Moskwie", które zaistniało jeszcze w latach dwudziestych. Wtedy się nie
udało, czy uda się teraz, to jest wielkie pytanie. Z realizacją tego hasła
są poważne problemy. Jednym z takich problemów jest problem kadry. Bowiem
aby dostosować się do wymagań unijnych, czy też natowskich należy mieć
odpowiednią kadrę. Wyczuwam to w wypowiedziach moich znajomych, którzy
podkreślają podejmowane próby ściągania młodych kadr z zagranicy. Jednakże
nie ma im co zaoferować. Pensja około 500 zł i żadnych perspektyw. Podkreślany
jest także kłopot z niereformowalnością starych kadr.
Druga moja uwaga dotyczy kwestii wstąpienia Ukrainy do NATO i UE, które
nie są najważniejszymi kwestiami dla społeczeństwa ukraińskiego. W moim
odczuciu społeczeństwo ukraińskie nie jest gotowe do wyrzeczeń na rzecz
wstąpienia do jakichkolwiek nowych struktur, jest jednak gotowe do wyrzeczeń
na rzecz własnego państwa. Niestety jednak sprawa Unii czy też NATO może
stać się niebawem kwestią istotną dla Ukraińców. Dlatego, że problem zbliżenia
się do Zachodu może być wykorzystany w walce przedwyborczej do parlamentu.
Obawiam się, że łatwiej będzie przekonać Ukraińca do wyobrażeń antyzachodnich,
niż do pozytywów, które mogą mieć miejsce po zjednoczeniu się z Zachodem.
Chciałbym jeszcze poruszyć rolę stosunków polsko-ukraińskich. Rola
Polski jako adwokata Ukrainy, jeśli nie będzie malała w najbliższych latach
to na pewno będzie się zmieniała. Polska była nieocenionym sojusznikiem
dla kuczmowskiej Ukrainy. Teraz ta rola może być o wiele bardziej skomplikowana,
oparta na konkretach trudnych do realizacji.
Jacek Kluczkowski
Chciałbym się skoncentrować na wybranych kwestiach. Pierwsza, to obowiązujące
na Ukrainie nowe pojęcie "euroremont". To po prostu remont mieszkania.
Teraz cały kraj czeka "euroremont", czyli stworzenie pewnych standardów,
tak, aby można było żyć po ludzku, tak jak żyją sąsiedzi - Polacy. Jesteśmy
bez wątpienia przykładem pozytywnym. Mamy tu do czynienia z erupcją oczekiwań
tak w wymiarze politycznym, jak zaproszenie do Unii jak w wymiarze społecznym.
Przykładowo podróżowanie bez wiz, czy praca w krajach Unii. W moim przekonaniu
wart refleksji jest wątek wewnętrznej modernizacji, nazwany przez Julię
Tymoszenko "zbudujmy Europę u siebie". Dla Ukraińców nie ma dylematu, czy
Unia czy NATO. Realnym sprawdzianem będzie, czy uda się im zbudować Europę
u siebie. Samo zadanie wewnętrznej modernizacji zostało rozbite na szereg
innych zadań, jak choćby reforma administracyjna.
Kolejną sprawą jest sama zawartość modernizacji. Ten program jest kalką
tego, co myśmy przygotowali w 1996 r. Polskie doświadczenie roku 1996 może
się naturalnie przydać Ukrainie, a szykowany teraz program członkostwa
jest także adaptacją naszej strategii przygotowania do członkostwa. Są
to rzeczy, które nam pochlebiają, ale nie do końca odpowiadają one potrzebom
ukraińskim, które nie są do końca rozpoznane. To podejście dość statyczne,
a przecież integracja się rozwija, zmienia się. Elity ukraińskie nie biorą
pod uwagę praktycznych konsekwencji zmian, jakie zachodzą. Ukrainę czeka
także zadanie wprowadzenia realnej cywilnej kontroli nad armią. Ramy, w
jakich działają służby ukraińskie są skostniałe i trzeba je poruszyć i
doprowadzić do standardów europejskich.
Chciałbym poświecić kilka słów zagadnieniu polskiej strategii wobec
Ukrainy. Musimy działać w innych warunkach i w inny sposób. Ukrainie nie
potrzeba już przedstawiciela. Są sygnały nowego patrzenia na sprawy ukraińskie
ze strony Węgier, Niemiec, Litwy, Francji. Ważna jest także nasza własna
praktyka, musimy mieć budżet wsparcia, dzięki któremu będziemy mogli pomagać
Ukraińcom. Od przyszłego roku będziemy mieć nowy instrument unijny
w programie "sąsiedztwa", który wnosi nową jakość - współpraca edukacyjna,
międzyregionalna. Jest wiele elementów, które są martwe, ale należy je
poruszyć.
Pojawił się jeszcze problem, czy my przewidzieliśmy to, co się stało.
Wydaje mi się, że my nie byliśmy w stanie tego wszystkiego przewidzieć,
ale zorientowaliśmy się dość szybko, jeszcze na miesiąc przed wyborami,
że to jest taka sytuacja, że teraz albo nigdy. Zasadniczym przesłaniem
nie było, jak to wszystko odkręcić, ale powstał imperatyw moralny, że jak
my teraz zaczniemy się zastanawiać nad tym, co powie Rosja, Stany Zjednoczone
itd. to nic nie zrobimy. Chodziło nam o to, żeby mieć czyste sumienie wobec
naszych sąsiadów.
Bogumiła Berdychowska
Zacznę od przewrotnego stwierdzenia, że historia należy do ludzi bez
wyobraźni. Gdyby tak na zimno, racjonalnie spojrzeć na wyzwania, które
stały przed Ukraińcami kilka miesięcy temu właściwie nie można było wymyślić
takiej sytuacji, że będą w stanie cokolwiek efektywnie zrobić. W gruncie
rzeczy żaden ośrodek analityczny nie przewidział sytuacji, do której doszło
na Ukrainie. Ta właściwość zaskakiwania innych Ukraińcom w dalszym ciągu
się przyda, bo wyzwania przed nimi ogromne. Po raz pierwszy od 1991 powszechnie
poczuli swoją dumę narodową z tego, że się jest Ukraińcem. To jest niezwykle
ważna siła, która, jeżeli będzie umiejętnie wykorzystana, bardzo pomoże
zmienić Ukraińcom ich kraj. Nawet po tym, co się wydarzyło podczas pomarańczowej
rewolucji, skala wyzwań, które stoją przed Ukrainą jest po prostu nieprawdopodobna.
Są problemy strukturalne i problemy wynikające z bieżącej polityki,
o których mówili moi przedmówcy. Same te wyzwania systemowe to jest nieprawdopodobna
historia. Na przykład oligarchia; jak ją uporządkować, jak ją ograniczyć
i wpasować w cywilizowaną gospodarkę rynkową. Jak to zrobić, żeby jednocześnie
nie narazić stabilności państwa i żeby w tym samym momencie nie doprowadzić
do utraty wiarygodności państwa. A korupcja? Bardzo często narzekamy i
zupełnie słusznie, że korupcja w Polsce to jest bardzo duży problem i naprawdę
strach z tym żyć. Nie ma to jednak żadnego porównania z tym, czym jest
korupcja na Ukrainie. To jest system, który został rozbudowany. Nieprawdopodobnym
wyzwaniem jest jak rozbić solidarność korupcji, przy jednoczesnym utrzymaniu
stabilności ekonomicznej państwa i jego struktur a przy konieczności zmian
z uwagi na wybór integracji.
To jest także sądownictwo. W Polsce do tej pory nie byliśmy w stanie
sprawić, żeby ono efektywnie funkcjonowało, chociaż problemy polskiego
sądownictwa to drobny szczegół w stosunku, do tego, jaki problem mają Ukraińcy.
Również media, przy czym problem mediów po rewolucji widzę troszeczkę
inaczej niż widzieliśmy do listopada 2004r. W tej chwili fundamentalnym
problemem mediów jest profesjonalizm, a raczej brak profesjonalizmu. Tak,
jak większość tu obecnych, jesienią i zimą dość często byłam na Ukrainie
i to było bardzo interesujące, choć przerażające jak media, z dnia na dzień
dosłownie, zmieniały o 180° swoje strategie i swoje preferencje polityczne.
Do 26 grudnia jakaś stacja nie zapraszała nikogo od Juszczenki, zaś po
tym czasie jedynymi komentatorami w tej samej stacji byli ludzie Juszczenki.
Było tak, nie dlatego, że nowa władza nakazywała, bo ta nowa władza jeszcze
nie była ustabilizowana. Trwał proces sądowy zainicjowany przez sztab Juszczenki,
ale dziennikarze pozbawieni warsztatu wietrzyli nowe prądy w atmosferze
i starali się do tego dostosować. To oczywiście wielkie zadanie dla polityków,
bo bardzo trudno jest nie ulec wobec takiej usłużnej postawy mediów.
Pomimo te ogromne problemy, ufam, że Ukraińcy są w stanie z nimi sobie
poradzić. O atutach, które Ukraińcy mają, mówił bardzo dużo i wydaje mi
się bardzo trafnie Kuba Boratyński. Dodałabym i podkreślił to poczucie
dumy narodowej, które po raz pierwszy tak bardzo mocno się pojawiło. Myślę,
że część wątpliwości i obaw, jakie pojawiły się podczas tej dyskusji, są
drugorzędne a nawet bezprzedmiotowe. Do takich zaliczam na przykład obawę
o to, że hasła antyzachodnie mogą w sposób skuteczny, jak powiedział Wołodymyr
Pawliw, wpłynąć na ostateczny wynik kampanii parlamentarnej. Wydaje mi
się, że nie. To jest trochę patrzenie od zewnątrz, skąd podziały są postrzegane
jako bardziej dramatyczne, niż są w istocie. Gdyby istotnie tak było, że
społeczeństwo ukraińskie w sposób tak łatwy i bezwarunkowy jest w stanie
akceptować hasła antyzachodnie, to przecież Juszczenko nie zostałby prezydentem
i nie zyskałby takiego poparcia społecznego. Chcę przypomnieć, że Juszczenko
jako "marionetka Zachodu", a w szczególności Ameryki, człowiek "wyprzedający
interesy narodowe" był atakowany nie tylko w tej kampanii wyborczej, co
przechodziło wszelką wyobraźnię, że ten proces zaczął się wcześniej w przypadku
kampanii parlamentarnej w 2002 r. Już wtedy pojawiły się dziwne filmy,
emitowane na kilku kanałach - taka duża fala tworzenia "czarnej gęby" Juszczenki.
Pomimo to, wybory w 2002r. w części wyborów proporcjonalnych, blok Juszczenki
wygrał. Propaganda w czasie tych wyborów prezydenckich nie okazała się
skuteczna. To właśnie ten polityk, tak bardzo oskarżany przez swoich konkurentów,
zdołał zmobilizować nieprawdopodobnie dużą część swoich rodaków do zmian.
Myślę, że dylemat, w jakim celu Ukraińcy stanęli na Majdanie
jest dość pozorny, bo jak powiedział Pan minister Kluczkowski, tak naprawdę
Ukraińcy - i w tym na pewno się nie różnią od nas - chcą lepiej żyć, w
lepiej zarządzanym państwie, w bardziej funkcjonalnych warunkach. Te wartości
są i były bardzo modne na Zachodzie i w tym sensie, ten, kto się opowiadał
na Majdanie za modernizacją własnego państwa, de facto opowiadał się za
wartościami zachodnimi. Jeżeli tak, to w gruncie rzeczy wystarczy tylko
jeden element - konsekwentna polityka państwa, w pełni zgodna z linią prezydenta.
A propos badań statystycznych. Badania statystyczne oczywiście trzeba
znać i trzeba się im przyglądać, ale z drugiej strony duże zmiany to w
gruncie rzeczy kwestia aktywnej mniejszości. Jeżeli wrócimy do wyborów
1989r. w Polsce, to możemy przyjąć schemat, że cały naród stanął przeciwko
władzy komunistycznej, ale przecież doskonale Państwo wiecie, że to jest
nieprawda. Prawie 40% uprawnionych do głosowania w ogóle wtedy nie poszła
do wyborów. Z tej szansy zmiany Polski skorzystała tylko część z tych 60%,
które brały wówczas udział w wyborach. Tym między innymi różnili się zwolennicy
Janukowycza od zwolenników Juszczenki. Zwolennicy Juszczenki uważali,
że zmiany są niezbędne, konieczne i podjęli ryzyko dokonywania tych zmian.
Zwolennicy Janukowycza ograniczali się tylko do tego, żeby pójść do komisji
wyborczej i wrzucić tam swój głos. Myślę, że dlatego też Juszczenko wygrał
i dlatego Ukraina ma szansę wygrać.
Tadeusz Chabiera
Gdyby wszyscy mieli taką wiarę jak Bogumiła, wszystko byłoby
dużo prostsze. Przejdźmy do dyskusji, proszę się przedstawiać i adresować
swoje pytania do naszych panelistów.
Witold Pokruszyński
Interesuje mnie, czy jest jakakolwiek prognoza rządowa na temat dalszych
losów Ukrainy? Kiedy się skończyła rewolucja i wygrał przedstawiciel opozycji,
zostając prezydentem, to w polskich mediach Ukraina jakoś zseszła na bok.
Moje odczucie jest takie, że Ukraina nie dojdzie ani do Unii Europejskiej,
ani do NATO do roku 2015. Są trzy najważniejsze czynniki decydujące o państwie.
Po pierwsze to jest wiedza, a z tym się łączą kadry, o których mówił tu
pan Pawliw. Drugi bardzo ważny czynnik to jest przywództwo i trzeci - finanse.
Te trzy czynniki będą decydować o tym, czy Ukraina będzie silnym państwem,
czy będzie partnerem Unii Europejskiej czy też nie. A za tym idą wszystkie
reformy, o których teraz nie będę mówił, od reform politycznych przez sądownictwo,
gospodarkę rynkową itd. Myślę, że dobrze by było, gdyby na następnym takim
spotkaniu zarysować krótką prognozę rozwoju Ukrainy i relacji Polska -
Ukraina. Nowy rząd musi mieć wizję polityczną relacji polsko - ukraińskich
do roku przynajmniej 2015 r.
Maciej Kozłowski
Raport mówi o wielkiej polityce, czyli obracamy się w sferze bardzo
poważnych spraw politycznych. Wydaje mi się, żeby ta polityka była skuteczna,
musimy zacząć od sprawy tzw. "miękkiej" to znaczy problemu, jakim jest
znajomość Ukrainy w Polsce i Polski na Ukrainie i problemu złożonych niechęci,
uprzedzeń, sentymentów, które narody nasze dzielą. Jeżeli się z tym nie
uporamy, to nasza rola adwokata będzie bardzo słabiutka. Ciężko jest być
adwokatem, jeżeli większość społeczeństwa polskiego, choć teraz to się
trochę zmieniło po rewolucji, nadal uważa Ukraińców za największych wrogów
Polaków i za najmniej lubianą nację. Jeżeli się tu coś zmieniło, to trzeba
ten proces podtrzymywać i utwierdzać. Wydaje mi się - o czym powiedział
Tadeusz Chabiera - że te pieniądze, ten budżet na działania, powinien służyć
nie tylko temu, żebyśmy na zewnątrz działali na rzecz Ukrainy, ale żebyśmy
również w Polsce działali na rzecz lepszego poznania Ukrainy i żebyśmy
na Ukrainie działali na rzecz lepszego poznania Polski - potrzeba różnych
pomysłów: wymiany młodzieżowe czy też studia...
Andrzej Harasimowicz
Czy nasze doświadczenia sprawdzą się na Ukrainie? Z pewnością tak,
bo to klasyczna droga. Państwa członkowskie muszą spełniać tzw. kryteria
kopenhaskie a to jest cała konkretna lista zadań, którą zarówno Polska,
Słowacja, Malta, jak i Cypr musiały wypełnić. Stwarza to pewien problem
dla Ukrainy. Proszę zauważyć, że w roku 1990, kiedy my zaczynaliśmy negocjacje
układu stowarzyszeniowego poprzeczka była bardzo wysoko. A jaki klimat
panuje dzisiaj? Podsuwa się plan działania, który nijak się ma do układu
stowarzyszeniowego. W warunkach ukraińskich wejście do całego układu kopenhaskiego,
czyli budowa strefy wolnego handlu, która ma brzemię polityki konkurencji,
wprowadzenie zasad pomocy publicznej, własności intelektualnej jest zadaniem
ogromnie trudnym i widzę, że koledzy ukraińscy zdają sobie sprawę z tych
trudności. Przypadek ten będzie nieco bardziej skomplikowany w przypadku
Ukrainy, niż był w przypadku Polski z oczywistych powodów, których nie
ma co tutaj szczegółowo wyliczać.
Ukraińcy robią to samo założenie, które myśmy czynili 10 czy 15 lat
temu, że trzeba spełnić jakieś specjalne wymogi przed wstąpieniem do UE.
Niektórzy tłumaczą, że to nie są specjalne wymogi, ale po prostu wymóg
modernizacji kraju. Chcecie modernizować kraj, to musicie zrobić pewne
rzeczy, korzystając ze standardów zachodnich. Jeśli Ukraina zacznie szukać
innych rozwiązań, znajdzie się na politycznym rozdrożu. Jeśli w świadomości
ludzi będzie zakorzenione, że działając na rzecz naprawy państwa, działają
na rzecz zbliżenia do Europy, to będziemy na równiejszej drodze.
Wyznaję pogląd, że członkostwo w NATO jest w zasięgu Juszczenki, natomiast
członkostwo w Unii - w przypadku Polski było to piętnaście lat z wyższego
pułapu - będzie dużo trudniejsze. Ukraina ma szansę uzyskać w przyszłości
pewien uprzywilejowany status partnerski w relacjach z Unią.
Cezary Lusiński
Myślę, że można popatrzeć optymistycznie na perspektywę wzajemnego
postrzegania się Polaków i Ukraińców. Zbliżyła się do siebie przede wszystkim
młodzież w okresie wydarzeń przełomowych na Ukrainie. Młodzi ludzie patrzą
na siebie nie z perspektywy dramatu na Wołyniu, tylko z perspektywy zwalczania
korupcji. Działania młodzieży doskonale uzupełniały działania zawodowej
dyplomacji.
Ryszard Bobrowski
Mam pytanie do pana Komorowskiego. Czy można wiedzieć, czego będzie
dotyczyła inicjatywa Platformy Obywatelskiej w sprawach ukraińskich? Czy
to będzie coś na kształt generalnej deklaracji, czy coś innego?
Piotr Golema
Mam pytanie do pana Pawliwa. Skrytykował pan postawę Polski za wspieranie
kuczmokracji, ale przypominam sobie, że Kuczma wysłał wojska do Iraku i
zrobił to podobnie jak prezydent Kwaśniewski. W Polsce popieraliśmy tę
decyzję, uważaliśmy bowiem, że jest to realizacja naszych podstawowych
interesów bezpieczeństwa. Z drugiej strony słyszeliśmy, że jednym z ważnych
punktów kampanii przedwyborczej na Ukrainie była zapowiedź wycofania wojsk
ukraińskich z Iraku. Było to jeszcze przed czasem, kiedy zaczęto mówić,
że wszyscy będą wycofywać wojska z Iraku. Czy to nie oznacza, ze nowa Ukraina
oddala się od Ameryki?
Tadeusz Chabiera
Zapraszam teraz panelistów do udzielenia odpowiedzi na postawione przez
zaproszonych gości pytania. Bardzo proszę.
Jakub Boratyński
Musimy wykorzystać ten nadzwyczajny moment - korzystniejszy stosunek
Polaków do Ukraińców. Powinna wystartować jakaś nowa inicjatywa polsko
- ukraińska, co może być związane z kojarzeniem szkół partnerskich i wymiany
młodzieży.
Rzecz druga. Po raz pierwszy w polskim budżecie są pieniądze na działalność
na Wschodzie, co jest wynikiem działania rządu i opozycji.
Mylne są te porównania z Polską. To nie jest rok 1991. My zapominamy
często, że na Ukrainie w tym czasie odbywała się także jakaś transformacja.
Wołodymir Pawliw
Jako dziennikarz zagraniczny akredytowany w Polsce chciałbym
sprostować, że nie krytykuję Polski. Chciałem tylko powiedzieć, że co innego
było być adwokatem Ukrainy w czasach Kuczmy, a co innego teraz w czasach
Juszczenki. Po drugie, jeśli chodzi o wojska w Iraku, mogę tylko powiedzieć,
że jest taka powszechna opinia, że wojsko Kuczma wysłał do Iraku nie konsultując
tego ani że społeczeństwem, ani z nikim innym. Po prostu tak mu się zachciało,
bo takie miał wizje, że może to mu pomoże w kontaktach z Zachodem. Także
nikt specjalnie się tym nie przejmuje. Natomiast podejrzewam, że prezydent
Juszczenko powiedział to raczej w reakcji na walkę z opozycją. Cały czas
był oskarżany jako sługus Ameryki i chciał mieć taki chwyt przedwyborczy,
że wcale nie jest sługusem Ameryki, a z drugiej strony każdy jest za tym,
żeby wyprowadzić wojska z Iraku. A teraz powtórzył to, co powiedział w
swoim czasie Kuczma, że cofniemy wojska, ale nie tak nagle, żeby to nikomu
nie zaszkodziło.
Chciałbym jeszcze o tych perspektywach, choć jest to rzecz tak
trudna teraz, że prawie niemożliwa. Dlaczego? Bo wszyscy chcą wiedzieć,
co będzie, ale nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Jednej
z odpowiedzi trzeba szukać jeszcze w tym, że na Ukrainie istnieją tzw.
tematy wstydliwe, o których się nie mówi, ale które są bardzo ważne. Na
przykład, gdy prezydent Juszczenko deklaruje, że on zaprowadzi porządek
wszędzie i zjednoczy Ukrainę. To tym wstydliwym tematem jest, czy rzeczywiście
Juszczenko i jego ekipa kontrolują to wszystko. Czy ludzie Juszczenki potrafią
przejąć tę kontrolę w najbliższych latach, to jest pytanie, na które nie
ma dziś odpowiedzi, dlatego publicznie się o tym nie mówi. Dopóki nie będzie
tych pytań, trudno będzie cokolwiek prognozować.
Jacek Kluczkowski
Nawiązując do ostatniej kwestii, myślę, że Juszczenko, a zwłaszcza
Julia Tymoszenko mają plan objęcia kontroli nad całym terytorium Ukrainy,
także Danbasem. To jest plan realny i sądzę, że będzie osiągnięty. Sądzę,
że te obawy o podział Ukrainy są przesadzone, są wrzucone w gruncie rzeczy
z zewnątrz. Miałem okazję spotykać się w najbardziej gorących dniach między
innymi z Pińczukiem. Ci ludzie nie chcą podziału Ukrainy. Te tematy są
zabójcze. Zresztą podział Ukrainy w gruncie rzeczy zdestabilizowałby także
ich pomyślność materialną. Ta groźba - uważaliśmy - jest rzucona z zewnątrz
od północnego sąsiada, przede wszystkim dla rozgrywki psychologicznej bardziej
niż realnej.
Co robi rząd? Mam wrażenie, że niektóre pytania były adresowane
do przyszłego rządu. Teraz o pieniądzach. Może ta suma 10 mln nie robi
wrażenia, ale to jest dziesięciokrotnie więcej niż w poprzednim roku. Rząd,
w którym pracuję, rządzi od 10 miesięcy, ale wiem, że o takie kwoty pro-ukraińskie
starano się wielokrotnie. Decyzje o podwyższeniu środków w budżecie na
rok 2005 podjęliśmy jeszcze przed przełomem, przed rewolucja pomarańczową.
Jeśli chodzi o bieżące działania, to przede wszystkim przygotowaliśmy
już w zasadzie program międzyresortowy, program pomocy technicznej. Wszystkie
resorty rezerwują oprócz tej kwoty, która jest w budżecie wydzielona, środki,
a także swoich ludzi, swoje pomysły, swoje programy na określone cele pomocowe.
To jest różnego rodzaju pomoc; szkolenie policjantów, szkolenie straży
granicznej, przekazywanie doświadczeń instytucji finansowych. Mamy wręcz
spontaniczny ruch ze strony ministrów, wysokich urzędników poszukujących
pomysłów, idei, właśnie zmierzających ku pogłębieniu współpracy z odpowiednikami
ukraińskimi. Współpraca regionalna, Urząd Integracji Europejskiej i Urząd
Służby Cywilnej, i wiele innych. Ten program jest na prawdę imponujący,
który ministrowie, urzędy przygotowali. Sądzę, że ten pro-ukraiński nurt,
który obserwujemy wśród młodzieży, wśród dziennikarzy, wśród społeczeństwa,
on jest także obecny wśród administracji publicznej. Oby wystarczyło siły
na następne lata, żeby kolejny parlament znów nie stanął wobec tego samego
problemu, że milion złotych to i tak jest za dużo na wsparcie, na współpracę
sąsiedzką.
Jeśli chodzi o prognozy, to w tym roku Ukraina uzyska status gospodarki
rynkowej, uzyska status członka Światowej Organizacji Handlu. To otworzy
nowe możliwości i natychmiast potem strona ukraińska wyjdzie z następnymi
propozycjami do Unii Europejskiej, do OECD, będziemy mieli dalszy etap
pewnej ofensywy programowej. Jeżeli te zadania uda się wykonać do końca
roku, tzn. członkostwo w WTO i wcześniej statut gospodarki rynkowej, to
jest naprawdę realna szansa, żeby po wygaśnięciu unijnego planu działania
od roku 2008 można było uruchomić zarówno strefę wolnego handlu jak i układ
o stowarzyszeniu. Możemy przejść na jakościowo nowy poziom relacji między
Unią Europejską a Ukrainą. Wymaga to dużej determinacji ze strony polskiego
rządu przede wszystkim - tak czy owak my będziemy głównym motorem i mecenasem
Ukrainy, niezależnie od tego, że nasza rola się zmieniła. Kiedy to zakończy
się członkostwem, to już jest osobna sprawa. Nie mamy powodu patrzeć z
jakimś zażenowaniem na to, co zrobiliśmy. Pan Harasimowicz odnajduje swoje
myśli, swoje idee w dokumentach ukraińskich. Program, który jest teraz
prezentowany przez Rybaczuka - czuję tu swoje współautorstwo i w wielu
innych dokumentach, które teraz Juszczenko zgłasza, odnajdujemy wkład
pracy wielu ludzi, wielu środowisk i wielu urzędów.
Bogumiła Berdychowska
Właściwie to jest taki kontrapunkt do tego, co powiedział Pan
Kozłowski. Wydaje mi się, że to, o czym Pan mówił, o pracach nad pokonywaniem
uprzedzeń jest bardzo ważne, ale tak naprawdę ta praca będzie skuteczna,
o ile pójdzie w całościowym pakiecie. Jeżeli się skoncentrujemy na drobnych
interesach, to po prostu zaprzepaścimy szansę, która przed nami stanęła.
Będziemy ją w stanie wykorzystać, jeżeli to będzie obudowane wspieraniem
Ukrainy na forach międzynarodowych. Unia, NATO, współpraca gospodarcza,
ciągle sznajduje się na tapecie rurociąg Odessa - Brody - Gdańsk. To jest
pomoc techniczna w przygotowywaniu szeroko rozumianych kadr do wszystkich
instytucji państwowych itd. To jest współpraca kulturalna, naukowa, to
są programy stypendialne. Jest jeszcze kwestia koordynacji tego, co już
istnieje i pochłania zupełnie znaczącą cząstkę naszego budżetu. I w końcu
ta współpraca młodzieżowa, która powinna być, i tym się pewnie różnię od
Jakuba Boratyńskiego, powinna być wprowadzona w struktury państwa, bo tylko
wtedy jesteśmy w stanie rzeczywiście skonstruować duży program, który będzie
jakościowo wpływał na zmiany postaw polskiego i ukraińskiego społeczeństwa.
Bronisław Komorowski
W przeciwieństwie do Bogusi nigdy nie powiedziałbym, że nieważne są
cmentarze, bo to są symbole, bo trzeba robić jedno i drugie, trzeba rozwiązywać
kwestie sentymentów, trzeba budować pozytywne relacje, zarówno w wymiarze
przeszłości i tradycji, jak i czystej polityki czy gospodarki. Z jedną
zastrzeżeniem - my sami siebie podejrzewamy, że Polacy są narodem
myślącym bardzo symbolicznie i pewnie tak nas postrzegają także Ukraińcy,
dlatego uważam, że należy dać im szansę. Byłoby bardzo dobrze, gdyby strona
ukraińska sama załatwiła sprawę Cmentarza Orląt Lwowskich, miałoby to wtedy
powagę i likwidowałoby wszelkie ryzyko.
Odpowiadając na pytanie, czy można zarysować prognozy. Jeśli
nikt nie przewidział upadku Muru Berlińskiego, czy też Związku Radzieckiego,
to raczej trudno mówić o prognozach w związku z Ukrainą.
|