| Ankieta |
|
|
| Czy na terytorium Polski powinny zostać rozmieszczone elementy tarczy antyrakietowej? |
|
|
|
|
|
Konferencja Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego i "Bumar"
"Polski przemysł obronny na rynku globalnym. Szanse i wyzwania."
31 sierpień 2004 r., MSPO, Kielce
Bronisław Komorowski, Prezes Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego
Od momentu odzyskania przez Polskę suwerenności w 1989 r., trwa również
debata nad kształtem przemysłu zbrojeniowego. Jak w przypadku wielu innych
polskich dyskusji publicznych, tak i tu często emocje i odnoszenie się
do doraźnych problemów przesłaniają zasadnicze pytanie, na które nadal
brak satysfakcjonującej odpowiedzi: jaka powinna być polska "zbrojeniówka"
pod względem wielkości, struktury tego sektora, profilu produkcji i powiązań
międzynarodowych. Profesjonalna debata jest właśnie celem naszej konferencji.
Winna ona zakładać, że określone zostaną podstawowe polskie interesy,
odnoszące się do sfery produkcji wojskowej, że oceni się realne możliwości
państwa oraz uwzględni wnioski wypływające ze zmian w środowisku bezpieczeństwa
Polski. Dopiero wtedy można pokusić się o zarysowanie kilku prawdopodobnych
scenariuszy rozwoju sektora obronnego, a następnie wskazać na najbardziej
korzystny i realny.
Specyficzny interes
Produkcja zbrojeniowa jest niewątpliwie tą dziedziną gospodarki, w
której wpływ państwa zaznacza się zawsze w sposób silniejszy niż w innych
obszarach. Narodowy rynek zbrojeniowy jest rynkiem klienta-monopolisty,
czyli właśnie państwa; rynek międzynarodowy zaś - rynkiem, na którym państwa
w sposób mniej lub bardziej jawny kontrolują niemal wszystkie transakcje.
Nie oznacza to, że firmy zbrojeniowe muszą być własnością państwa, a prawa
podaży i popytu nie powinny funkcjonować. Fundamentalne znaczenie bezpieczeństwa
jako jednego z głównych dóbr, którym państwa rozporządzają przy pomocy
struktur siłowych, w tym sił zbrojnych, (które w swojej roli nie mają konkurenta
w skali narodowej) powoduje, że produkcję zbrojeniową należy uznać za obszar,
w którym państwa definiują i realizują swoje żywotne interesy.
Interes Polski, odnoszący się do sektora zbrojeniowego, ma dwa aspekty:
pierwszy to "obiektywny" interes państwa średniej wielkości i o średnim
potencjale; drugi to nasz specyficzny interes, wynikający z kontekstu geostrategicznego
i historycznego.
Intencje należy jednak pogodzić z możliwościami. Niedostosowanie wielkości,
struktury i profilu produkcji sektora zbrojeniowego do dających się przewidzieć
potrzeb własnych sił zbrojnych i potencjału eksportowego może bowiem prowadzić
do dysfunkcji branży zbrojeniowej, objawiać się np. niezdolnością
do generowania nowych produktów, wysokimi kosztami produkcji, niską konkurencyjnością
itp. W przypadku Polski należy jasno powiedzieć, że w dającej się przewidzieć
przyszłości rynek zamówień krajowych nie będzie w stanie wygenerować rocznie
większej docelowej kwoty niż 20-25% budżetu obronnego, który z kolei nie
przekroczy 2% PKB. Tak więc wyższe wydatki obronne Polska będzie
mogła ponieść jedynie pod warunkiem szybszego wzrostu gospodarczego - albo
w przypadku, gdyby miała nastąpić gwałtowna, niekorzystna zmiana w bezpośrednim
otoczeniu naszego kraju, co oby nie nastąpiło. Wobec konieczności finansowania
wielu kluczowych projektów społecznych, podwyższenie nakładów na obronność
nie ma praktycznie większych szans. Trudno byłoby uzyskać na to przyzwolenie.
Jeżeli ktoś obiecuje więcej, zasługuje wyłącznie na miano hochsztaplera.
UE i NATO bodźcami rozwoju
Określając przyszły model polskiej "zbrojeniówki" należy brać pod uwagę
członkostwo Polski w Unii Europejskiej i NATO. Wejście do Unii włącza Polskę
w jednolity obszar gospodarczy, rządzący się całym szeregiem norm i ograniczeń,
które stopniowo coraz bardziej wpływają na możliwości stosowania państwowych
preferencji w sektorze zbrojeniowym. Nawet obowiązujący nadal art. 296a
Traktatu Rzymskiego, który zezwala na wyłączenie produkcji na rzecz bezpieczeństwa
narodowego z wolnorynkowych regulacji unijnych, jest interpretowany coraz
bardziej zawężająco. W każdym razie trzeba uwzględniać konkurencję zagraniczną
jako stały element narodowego rynku zbrojeniowego. Unia dąży stopniowo
do stworzenia jednolitego, ponadnarodowego rynku zbrojeniowego, który pozwoliłby
na nadrabianie zaległości technologicznych i na zwiększenie konkurencyjności
względem Stanów Zjednoczonych. Biorąc pod uwagę rosnące koszty opracowania
i wdrożenia nowych systemów uzbrojenia jest to kierunek logiczny. Z punktu
widzenia producentów mniejszych lub mniej zasobnych, takich jak Polska,
wiąże się z nim jednak niebezpieczeństwo marginalizacji większości obecnych
producentów. Znalezienie wyjścia z tej sytuacji musimy traktować jako jeden
z priorytetów polityki państwa.
Równie ważne są następstwa członkostwa Polski w NATO. Oznaczają one
otwarty dostęp do wszystkich norm i standardów (nadal wyznaczanych przez
NATO, a nie instytucje unijne). NATO to także programy zbrojeniowe o dużym
stopniu zaawansowania technologicznego, takie jak powietrzny system dozoru
sytuacji naziemnej AGS. Sojusz określa również nadal w największym stopniu
długofalowe kierunki w rozwoju technologii wojskowych. Będąc w NATO, praktycznie
uczestniczymy w obronnym podziale pracy - zgodnie z zasadą kolektywnej
obrony dzieląc ryzyko i korzyści z innymi sojusznikami. W praktyce, pomimo
kryzysu politycznego nękającego NATO od kilku lat, zasady te nadal obowiązują.
Polska, w tym przemysł zbrojeniowy, musi określić swe miejsce w relacjach
transatlantyckich. Specjalna rola USA w polskiej polityce jest faktem mającym
swoje źródło w zgodności strategicznych interesów Ameryki i Polski
w Europie. Oba kraje są zainteresowane unią Europy stabilnej, nie zdominowanej
przez duety lub tercety państw, realizujących przy pomocy unijnych instrumentów
własne interesy. Stąd bierze się szczególna otwartość na współpracę z firmami
amerykańskimi (wzorem Wielkiej Brytanii, Holandii czy nawet Włoch). Chociaż
nie ulega wątpliwości, że Polska ma też interes w integracji europejskiej.
Członkostwo Polski w obydwu organizacjach jest w wymiarze długofalowym
pozytywne dla naszego przemysłu obronnego. Dostęp do nowych technologii,
otwarcie na programy wielonarodowe, wzrost konkurencyjności i potencjalne
nowe rynki - to wszystko może czekać naszą "zbrojeniówkę". Może, bo tak
jak w przypadku innych dziedzin gospodarki, w Unii wygrywają ci, którzy
potrafią zastosować się w praktyce do obowiązujących reguł gry. A na rynku
europejskim już w najbliższej dekadzie najprawdopodobniej nie będzie samodzielnych,
narodowych producentów podstawowych, złożonych systemów uzbrojenia.
Jaki scenariusz?
Istnieją dwa podstawowe czynniki, które tworzą możliwe wektory rozwoju
polskiego przemysłu obronnego. Są to: stosunek do roli państwa w branży
zbrojeniowej oraz stosunek do współpracy międzynarodowej.
Szukając właściwych rozwiązań dla krajowej "zbrojeniówki" w globalizującym
się świecie, trzeba bacznie obserwować zmiany zachodzące w tego typu przemyśle
przede wszystkim w krajach UE. Polska powinna utrzymać znaczący potencjał
produkcji zbrojeniowej, ale będzie to możliwe pod warunkiem racjonalizacji
struktury tego sektora i jego jak najściślejszego powiązanie z integrującym
się przemysłem europejskim. Generalnie należy przyjąć, że nie ma realnych
możliwości samodzielnego wytwarzania przez Polskę większości zaawansowanych
systemów uzbrojenia. W związku z tym, zamiast finansować niektóre nie perspektywiczne
programy, których przykładem był swego czasu osławiony czołg "Goryl", należy
skupić posiadane środki na dziedzinach, w których możliwości technologiczne
i doświadczenie plasują Polskę wysoko. Mowa tu np. o radiolokacji i niektórych
dziedzinach elektroniki wojskowej, specjalistycznych pojazdach pancernych,
lekkich samolotach transportowych etc. W innych dziedzinach nasze firmy
winny włączać się w europejskie i transatlantyckie programy zbrojeniowe.
Nadzwyczaj pozytywną rolę w racjonalizowaniu naszego potencjału
zbrojeniowego, odegrać mogą obie grupy kapitałowe: Bumar i Agencja Rozwoju
Przemysłu. Istnieje tu jednak pewien warunek: zachowanie zdolności do podejmowania
odważnych decyzji i wprowadzenia nowoczesnego, elastycznego modelu zarządzania.
Czas w XXI wieku płynie szybko, a my, chcąc stać się pełnoprawnym i
aktywnym uczestnikiem europejskiego rynku zbrojeniowego, winniśmy być bardziej
kreatywni i przedsiębiorczy niż nasi zamożniejsi partnerzy.
Z tego punktu widzenia warto dokonać oceny dotychczasowych rezultatów
transformacji przemysłu obronnego i lotniczego.
Trudna transformacja
Już na początku lat 90-tych polski przemysł obronny i lotniczy stanął
w obliczu konieczności zmiany partnerów kooperacji, tak by uwzględnić
reorientację polityki zagranicznej III Rzeczpospolitej.
Ten strategiczny zwrot wymagał osiągnięcia kompatybilności z nowymi
partnerami. Zwrot ten wyrażał się choćby nowym pojęciem. Zamiast
"przemysł obronny i lotniczy" zaczęto mówić i pisać o "przemyśle
produkującym na potrzeby obronności" Nastąpiły zmiany ilościowe czyli istotnie
zmniejszono produkcję i zatrudnienie oraz własnościowe: czyli przystąpiono
do komercjalizacji i prywatyzacji.
Spełnienie powyższych "warunków" otwierało możliwość: wytworzenia nowych
więzi kooperacyjnych, transferu technologii (współpracy naukowo - technicznej),
dostępu do rynków (bezpośredniego lub pośredniego - poprzez kooperację).
Dzięki spełnieniu wszystkich tych warunków tylko jednak dwa polskie
przedsiębiorstwa przeżyły i mogą być dość spokojne o swą przyszłość. Są
to WSK PZL RZESZÓW i WSK PZL-OKĘCIE.
Jak w takim razie generalnie wygląda realizacja wszystkich warunków,
które należy uznać za podstawowe przesłanki pomyślnego rozwoju polskiego
sektora obronnego. Reorientacja produkcji - z wykorzystaniem choćby programów offsetowych
- jest niedostateczna. Do zmian ilościowych wprawdzie doszło, aczkolwiek
zostały one wymuszone przez rynek a nie wynikały z planowych założeń. W
wypadku zmian własnościowych udało się doprowadzić do komercjalizacji,
ale - z wyjątkiem dwóch wspomnianych przedsiębiorstw - nie przeprowadzono
prywatyzacji. Stało się tak, niestety, wskutek fałszywie pojętej
troski o interes kraju bądź obrony partykularnych interesów grupowych.
Niespełnienie przedstawionych powyżej warunków skutkuje do dzisiaj niedostatecznym
stanem kooperacji naukowo - technicznej, kooperacji produkcyjnej, dostępu
do rynków.
Stawiam pytanie czy brak zadawalających rezultatów programów offsetowych
to wynik nieudolności agend rządowych czy również braku kompatybilności
polskiego przemysłu do współpracy z partnerami offsetowymi.
Wydaje się, że polityka rządu powinna sprzyjać włączaniu naszych przedsiębiorstw
w struktury konsorcjów produkujących na potrzeby obronności. Natomiast
BUMAR i Agencja Rozwoju Przemysłu powinny intensywniej poszukiwać silnych
partnerów dla poszczególnych firm lub całych grup i sprzedawać kontrolne
pakiety akcji tych przedsiębiorstw.
Nie należałoby dopuszczać do takiej sytuacji, żeby partnerami polskiego
przemysłu obronnego stawały się firmy nie stwarzające możliwości transferu
nowoczesnej technologii i dostępu do rynków.
|