| Ankieta |
|
|
| Czy na terytorium Polski powinny zostać rozmieszczone elementy tarczy antyrakietowej? |
|
|
|
|
|
 |
Wiele twarzy NATO
"Wspólna obrona nadal podstawą sojuszu"
Zapis spotkania delegacji Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego
z Sekretarzem Generalnym NATO, Jaap de Hoop Schefferem,
w Kwaterze Głównej w Brukseli, 29.09.2004
Jaap de Hoop Scheffer: Jak Państwo dobrze wiecie, NATO znajduje się
w trakcie głębokiej transformacji. Właśnie dokonało się historyczne poszerzenie
Sojuszu, który obecnie liczy 26 krajów. Dotąd sojusz miał charakter reaktywny,
na przykład w czasie zimnej wojny miał reagować na zagrożenie ze strony
Związku Radzieckiego. Wejdą czy nie wejdą - nad tym głównie myślano, zresztą
w Waszym kraju wiecie o tym o wiele więcej. Teraz zaś Sojusz musi być bardzo
pro-aktywny, bo należy do głównych graczy na międzynarodowej scenie, nie
zapominając oczywiście o swej podstawowej funkcji, jaką jest wspólne bezpieczeństwo.
Od tego właśnie jest NATO - i ilekroć zdarza mi się o tym nie pamiętać
- to od razu ludzie z Polski czy krajów nadbałtyckich mi o tym przypominają,
mówiąc, że ja miałem to szczęście, iż urodziłem się po właściwej stronie
"żelaznej kurtyny" . Oni mieszkali po niewłaściwej i musieli walczyć o
wartości, które dla mnie były oczywiste. To święta prawda. My - Europejczycy
z Zachodu kontynentu ciągle musimy się uczyć, że wartości, które przyjmowaliśmy
automatycznie jako pewnik, nie były takimi dla Was. Tak więc wspólne bezpieczeństwo
i kolektywna obrona jest nadal trzonem działalności NATO.
Oprócz tego jednak - co uzasadnia użycie sformułowania Sojusz pro-aktywny
- NATO prowadzi obecnie wiele operacji z użyciem wojska. Często pada pytanie,
podnoszone szczególnie przez młodszych uczestników dyskusji: dlaczego NATO
jest w Afganistanie? Odpowiedź jest jednak całkiem prosta. Jeśli spojrzymy
na współczesne zagrożenia, którymi są terroryzm i rozprzestrzenianie się
broni masowego rażenia, to powstaje kwestia, gdzie należy zwalczać terroryzm.
Możemy walczyć z nim "tuż za progiem" - jak w Nowym Jorku, w Madrycie,
jak w Biesłanie, Mombassie, w Jemenie - gdziekolwiek. Obecnie mamy jednak
do czynienia z odmianą terroryzmu, która ma jeden specyficzny cel. Nie
atakuje nas ze względu na politykę, jaką prowadzimy, ale ze względu na
to, kim jesteśmy: otwartymi, wolnymi, liberalnymi, demokratycznymi społeczeństwami.
I to jest walka, jaką musimy podjąć - nie tylko w pobliżu naszych granic,
ale również na przykład w Afganistanie. Bo jeśli tego nie uczynimy, jeśli
NATO nie będzie tam wspierać prezydenta Karzaja, nie pozwalając, by kraj
ten był ponownie schronieniem dla terrorystów, Afganistan niejako "wyeksportuje"
terrorystów, których spotkamy za progiem: w Warszawie, Amsterdamie i innych
miejscach. To dlatego właśnie NATO, będąc organizacją w trakcie transformacji,
prowadzi tego typu operacje. Nie jako główny gracz w Afganistanie, ale
jako czynnik wspierający i uzupełniający.
Z tych samych powodów NATO obecne jest na Bałkanach. Dlatego w Bośni
i Hercegowinie jest wielkim sukcesem, w wyniku czego może ją teraz przejąć
Unia Europejska. Dlatego NATO jest w Kosowie i musi tam pozostać, bo sytuacja
jest tam delikatna i nieprzewidywalna. Trwa tam trudny proces polityczny,
prowadzony przez ONZ, z udziałem UE i NATO. NATO prowadzi też operację
"Active Endeavour" na Morzu Śródziemnym - również w ramach zwalczania terroryzmu.
Co znaczy ta proaktywność? Według mnie oznacza ona też, że powinniśmy
zwracać szczególną uwagę na partnerskie związki, jakie Sojusz utrzymuje.
Kluczowe znaczenie ma partnerstwo z Unią Europejską, choćby z uwagi na
to, że 19 państw UE to jednocześnie członkowie NATO. Bardzo potrzebne są
nam silne związki z Unią. NATO utrzymuje jednak również partnerskie stosunki
z Ukrainą, w ramach NUC (NATO-Ukraine Commission). Państwo macie w tej
sprawie zapewne lepszą orientację i sami możecie ocenić wydarzenia przed
zbliżającymi się tam wyborami prezydenckimi, ale niezależnie od tego Ukraina
jest ważna. Ważne jest, w którą stronę pójdzie. Czy na wschód, czy na zachód
- sprowadzając to pytanie do najprostszych pojęć. Czym jest Ukraina? Wiadomo,
że inna jest jej część wschodnia a inna zachodnia. Osobiście sądzę, że
najważniejsze jest, by Ukraina podjęła właściwą decyzję, aczkolwiek sygnały,
jakie dochodzą stamtąd w ostatnich tygodniach, są mieszane. Partnerstwo
z NATO w każdym razie pozostaje istotne.
To dotyczy też Rosji, również ważnego partnera NATO. W Radzie NATO-Rosja
dyskutujemy na wiele tematów. Zaledwie tydzień temu rozmawialiśmy o Gruzji,
rozmawiamy o terroryzmie. Niestety, muszę powiedzieć, że w głównej sprawie
wynikającej ze zobowiązań ze Stambułu, tj. rozmieszczenia sił i arsenałów
broni w Naddniestrzu i Mołdowie w związku z traktatem CFE, nie udało się
osiągnąć znacznego postępu. W zeszły piątek byłem zresztą w Mołdowie i
rozmawiałem z prezydentem Woroninem, wybieram się na Kaukaz i do Gruzji.
Trzeba powiedzieć, że obecny klimat polityczny nie sprzyja szybkiemu rozwiązaniu
tych problemów w odniesieniu do Gruzji czy Naddniestrza, co oznacza, że
nie należy oczekiwać wielkiego postępu w odniesieniu do zobowiązań stambulskich
i traktatu CFE. Ale jest wola ze strony członków NATO - również nowych
członków - by podpisać CFE, lecz nie stanie się to, dopóki Rosjanie nie
zaczną respektować postanowień ze Stambułu.
Bardzo krótko wspomnę o partnerstwie, jakie mamy z krajami basenu Morza
Śródziemnego. Mój zastępca przebywa obecnie w rejonie Zatoki Perskiej.
Dlaczego zastępca Sekretarza Generalnego NATO prowadzi tam rozmowy, w Zjednoczonych
Emiratach Arabskich? Bo w Stambule szefowie państw i rządów postanowili
wzmocnić dialog śródziemnomorski i rozszerzyć go na Bliski Wschód, zachęcając
do niego te kraje, które są zainteresowane utrzymywaniem dialogu z NATO
w tym regionie, który jest kluczowy dla bezpieczeństwa, również w Europie.
Widzimy więc wiele twarzy NATO. NATO, które zmienia się pod względem
politycznym i wojskowym. Pozwolę sobie w tym momencie podkreślić, jak ważną
rolę Polska odgrywa w Iraku, który nie jest operacją NATO-wską, ale wspieraną
przez Sojusz. Polska od dłuższego czasu stoi na czele wielonarodowej dywizji.
Kto mógłby pomyśleć 5 lat temu, że tak się stanie, że to będzie polska
odpowiedzialność. Wiem, że w Waszym kraju nie jest łatwo, że opinia publiczna
jest zaniepokojona - podobnie jak w innych krajach. Ale Polska tam jest,
bierze czynny udział i przez to jest ważnym sojusznikiem.
NATO o wielu twarzach oznacza także transformację wojskową. Niewiele
pożytku wynika z wielkich armii istniejących tylko na papierze, skupionych
na obronie terytorialnej. Potrzeba nam sił, których będzie można używać
w naszych operacjach - ale czy mamy takie siły? Potrzeba nam sił łatwych
do przerzucenia - ale czy mamy środki takiego przerzutu? Nie jest to łatwe
- z reguły musimy dzwonić po "Pana Antonowa" na Ukrainę, jeśli potrzebujemy
ciężkiego transportowca. Amerykanie je mają, ale NATO jako takie - nie.
Brakuje nam zdolności strategicznego transportu powietrznego.
Oddziały powinno dać się łatwo przerzucać - to pytanie, jak zmienić
nasze wojska, by nie było tak, iż z 1.8 mln żołnierzy możemy użyć zaledwie
niewielkiego procenta. Jest też pytanie, jak finansować nasze operacje.
Tak pokrótce wygląda NATO, jakie dziś odwiedzacie. NATO w czasie transformacji
wojskowej i politycznej, NATO pro-aktywne i NATO, które przywiązuje niezwykłą
wagę do partnerstwa. Na koniec mam jeszcze jedną uwagę: dwa tygodnie temu
otrzymałem telefon z ONZ z pytaniem czy NATO rozważyłoby wsparcie misji
pokojowej w Darfurze, jeśli z taką prośbą zwróciłaby się Unia Afrykańska.
Nie wyślemy żołnierzy do Afryki, ale ten przykład pokazuje kolejny raz
jak wiele twarzy ma NATO.
Kończąc powtórzę jeszcze raz, że podstawową funkcją NATO, o której
nigdy nie zapomnimy, jest kolektywna obrona. NATO jest organizacją zbudowaną
na wartościach i przeznaczoną do ich obrony, i taką organizacją pozostanie.
Mam nadzieję, że Wy jako Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie odnajdziecie się
w NATO i wspólnie znajdziemy sposoby na to, by wspierać Sojusz, wspierać
budżety obronne, wspierać wspólną obronę wspólnych wartości.
Bronisław Komorowski (prezes SEA): Panie Sekretarzu, dziękuję bardzo
za zaproszenie i możliwość tego spotkania. Mamy świadomość, że wszystko
się w NATO zmienia, ale na pewno zorientował się Pan, że w Polsce są ogromne
oczekiwania, iż jedno się nie zmieni. Mianowicie, że nie zmieni się znaczenia
artykułu V, przygotowanie NATO do wspólnej obrony. Jest w Polsce akceptacja
do udziału w misjach zewnętrznych, do tego się szykujemy, mamy kłopoty
- bo to nie jest dobrze przyjmowane przez opinię publiczną, ale nasze między
innymi stowarzyszenie podejmuje dialog z opinią publiczną, próbując wyjaśnić
motywy takich działań.
Objął Pan swoją funkcję w Sojuszu w chwili kryzysu, kiedy zarysowały
się wyraźne "pęknięcia", różnice polityczne na tle amerykańskiej polityki
wobec Iraku. Z Pana nazwiskiem były i są wiązane nadzieje na przezwyciężenie
pewnych podziałów - podzielane także w Polsce. Jak Pan widzi szansę na
przezwyciężenie tych trudności i na zbudowanie bardziej harmonijnej współpracy
euroatlantyckiej.
Druga kwestia dotyczy Ukrainy - dla nas najważniejszego strategicznie
sąsiada, w którym upatrujemy klucz do sytuacji na Wschodzie. Niepodległa
Ukraina, dążąca do struktur zachodnich, jest gwarancją nie powstawania
w Rosji tendencji neo-imperialnych. Występuje jednak pewien kryzys w relacjach
NATO-Ukraina, wiele błędów i mankamentów jest po stronie ukraińskiej. Ale
- po pierwsze chcielibyśmy bardzo przekonywać do utrzymania jako strategicznego
celu NATO zbliżenia Ukrainy do zachodnich struktur, a po drugie chciałem
zapytać, czy Pan ma jakiś pomysł na przyspieszenie procesu wiązania Ukrainy
ze strukturami zachodnimi.
Janusz Onyszkiewicz (przewodniczący Rady SEA ): Wiemy, że NATO i Ukraina
mają wspólny Plan Działań (NATO-Ukraina Action Plan), który dotyczy spraw
nie tyle wojskowych, co politycznych, demokracji, praworządności itp. Mniej
więcej tym samym zainteresowana jest w swoich stosunkach z Ukrainą Unia
Europejska. Zresztą również pracuje nad wspólnym Planem Działań. Zatem
dwie ważne organizacje próbują zrobić to samo. Czy sądzi Pan, że jest celowe
i możliwe skoordynowanie tych działań? W końcu Unia Europejska według mnie
ma pewne doświadczenie i wie, w jaki sposób na przykład "zmierzyć" sprawność
systemu sądowniczego czy w innych sprawach, o których NATO może mieć mniejsze
pojęcie - z całym szacunkiem dla ludzi w SHAPE, oni po prostu nie są od
tego. W ten sposób ten Plan Działań stałby się bardziej konkretny i można
by mierzyć jego postępy, co pomogłoby i Ukrainie i nam.
Jaap de Hoop Scheffer: Odpowiadając najpierw Panu Prezesowi, po pierwsze
w sprawie stosunków euro-atlantyckich: sądzę, że w Stambule szefowie państw
i rządów przyjęli patrzenie w przyszłość jako sposób podejścia do tych
spraw. Oczywiście przedtem, przed wojną w Iraku, istniały fundamentalne
różnice zdań przede wszystkim w Unii Europejskiej i bez wątpienia rozlały
się one również na NATO. Ale od czasu, kiedy objąłem stanowisko, jednym
z najważniejszych zadań uczyniłem "doglądanie" harmonijnego działania Sojuszu.
Patrząc na rezultaty szczytu w Stambule, zwłaszcza misję szkoleniową w
Iraku, to sądzę, że jest zgoda. Sądzę, ze Sojusz patrzy teraz w przyszłość
i udało się pokonać różnice opinii sprzed wojny. Z drugiej strony jednak
sądzę również, że powinniśmy dojrzeć do sytuacji, że w Sojuszu takim jak
NATO - 26 demokratycznych krajów - są od czasu do czasu debaty i dyskusje,
i że nie zawsze wszyscy się ze sobą zgadzają. Zawsze mnie dziwi, że taki
stan debaty i dyskusji akceptuje się na przykład w Unii Europejskiej złożonej
z 25 demokratycznych krajów, a kiedy w NATO, złożonym z 26 demokratycznych
krajów jest dyskusja i trochę trwa uzgadnianie szczegółów misji w Iraku
- to mówią, że w NATO jest walka, kłótnia i rozłam. Nie rozumiem tego.
Osobiście uważam, że do dyskusji powinniśmy się przyzwyczaić. Jej rezultatem
zawsze powinno być porozumienie, rzecz jasna - bo to jest podstawa działania
NATO. Tak więc, Panie Przewodniczący, sądzę że jesteśmy na dobrej drodze.
Europejczycy powinni sobie zdać sprawę, że bezpieczeństwo i porządek na
świecie bez aktywnego zaangażowania Stanów Zjednoczonych to mrzonka. Tego
nie da się osiągnąć ani teraz ani w przyszłości. Sądzę też, że z wojny
w Iraku można wysnuć wniosek, iż europejska polityka zagraniczna, polegająca
wyłącznie na antyamerykańskości, nie działa. Rezultatem był bowiem podział
w Europie. Kończąc tę dygresję - sądzę, że NATO patrzy teraz wprzód i ufam,
że w strategicznych decyzjach, jakie NATO musi podjąć, zostanie zachowany
konsensus a Sojusz ma się dobrze.
Nie mówiłbym o kryzysie w stosunkach z Ukrainą, kryzysu nie ma. NATO,
podobnie jak Polska i inni, niecierpliwie czekają na wyniki wyborów prezydenckich
na Ukrainie. Niedawno byłem w Kijowie i rozmawiałem z tamtejszymi przywódcami,
prezydent Kuczma był obecny na szczycie w Stambule i przewodniczył w czasie
sesji NUC (NATO-Ukraine Committee). NATO oczywiście ma nadzieję, że wybory
będą wolne i praworządne, że nie będzie zastraszania mediów. Przyjmując
i zgadzając się, że wyrażane przez Ukrainę pro-zachodnie ambicje powinny
być szanowane, muszę stwierdzić, że pierwszym miejscem, gdzie należy w
tym zakresie podejmować decyzje, jest Kijów - nie NATO ani Unia Europejska.
To sama Ukraina musi pokazać Unii Europejskiej i NATO, jako organizacjom
zbudowanym na pewnych wartościach, że jest gotowa dostosować się do tych
wartości - i temu służy wspólny plan działań. Jedną z tych wartości są
wolne i demokratyczne wybory, wolność mediów i poszanowanie praw człowieka.
Mam szczerą nadzieję, że te wybory takie będą. Z pewnością więc nie ma
kryzysu we wzajemnych kontaktach NATO i Ukrainy, ale czekamy na wybory.
Zgadzam się, że ta współpraca jest ważna.
Nie muszę chyba powtarzać- bo powiedziałem to już kilka razy we wprowadzeniu
- że również dla mnie kolektywna obrona pozostaje trzonem działalności
NATO. To jest jasne teraz i zawsze będzie.
W sprawie UE i NATO - blisko współpracujemy ze sobą, spotykam się regularnie
z panem Solaną. Sztaby również się spotykają. NATO to po części organizacja
polityczna, więc byłoby z mojej strony niesprawiedliwe powiedzieć moim
ludziom, że nie wiedzą, jak mierzyć postęp wspólnego Planu Działań w przypadku
Ukrainy, ale przyjmuję uwagę, że powinniśmy współpracować w tej mierze
z Unią Europejską - mając różną odpowiedzialność. Nie sądzę, by było dobrym
pomysłem łączenie unijnej polityki sąsiedztwa wobec Ukrainy z natowskim
Planem wspólnych działań, ale oczywiście musimy pozostawać w kontakcie
w celu uzgadniania reakcji politycznej na wydarzenia na Ukrainie. Z tego,
co widzę - a Wy oczywiście jesteście znacznie bliżej geograficznie, sygnały
nadchodzące z Ukrainy są mieszane. Kiedy byłem w Kijowie i rozmawiałem
z prezydentem, premierem czy ministrem spraw zagranicznych, kierunek euro-atlantycki
był jasno wyrażany. Ostatnie sygnały zdają się wskazywać, że jest inaczej.
Nie chcę wysnuwać pochopnych wniosków, zgadzam się w każdym razie, że również
dla NATO Ukraina jest bardzo ważnym partnerem.
Marek Świerczyński (dziennikarz BBC, członek SEA): Panie Sekretarzu
Generalny, proszę o Pański komentarz do pewnego zestawu danych. W połowie
lat 90-tych NATO wysłało 60 tysięcy żołnierzy do Bośni, ostatnio 8 tysięcy
żołnierzy do Afganistanu, kraju przynajmniej pięć razy większego niż Bośnia
i położonego przynajmniej pięć razy dalej niż Bośnia. Czy należy z tego
wnioskować, że w międzyczasie NATO stało się pięć razy skuteczniejsze w
zarządzaniu kryzysowym i odbudowie zniszczonych wojną krajów?
Jaap de Hoop Scheffer: Nie, odpowiedzią na Pańskie pytanie jest mandat,
jaki NATO ma w Afganistanie, który z pewnością nie jest wzorowany na radzieckich
rozwiązaniach. Nie wiem dokładnie, ile wojska sowieci mieli w Afganistanie,
ale z pewnością było to kilkaset tysięcy. Sojusznicze siły ISAF liczą około
8500 żołnierzy, na okres wyborów zostały zwiększone do 10 000 z powodu
ochrony wyborów 9. października. Rola NATO jest pomocnicza, uzupełniająca.
NATO ma wspierać rząd Karazja, Afgańską Armię, ma też próbować utrzymywać
bezpieczeństwo i stabilność. NATO zrobiło to już w Kabulu na początek,
misja ISAF już uległa zwiększeniu, mamy już 5 PRT (Provincial Reconstruction
Team - Regionalny Zespół Odbudowy) pod komendą ISAF i mamy ambicję posuwania
się na Zachód, do Heratu. Tak więc porównanie 60 tysięcy z 8 tysiącami
jest błędne, w tym sensie, że ISAF ma specyficzny mandat. W Bośni, po tych
straszliwych wojnach, była potrzeba wymuszania pokoju za sukces tej operacji
NATO należy uznać fakt iż zmniejszyliśmy liczebność oddziałów tam stacjonujących
z 60 tysięcy do 7 tysięcy obecnie. Jak wiadomo teraz operację SFOR przejmie
Unia Europejska w ramach misji "Althea". NATO nigdy nie miało ambicji "zalać"
Afganistanu swoimi wojskami ani też walczyć z lokalnymi przywódcami to
odpowiedzialność afgańskiej armii i Karzaj to robi, proszę popatrzeć na
to, czego dokonał w Heracie. Musimy więc cały czas pamiętać, jaki mandat
ma NATO w Afganistanie, ani mniej ani więcej.
Janusz Onyszkiewicz: Są, jak Pan wie, dwa sposoby patrzenia na NATO:
jako na "skrzynkę z narzędziami", co ma swoje zalety i wady, albo jako
na główne forum współpracy transatlantyckiej. Sądzę, że w tej drugiej roli
NATO, którą osobiście popieram, brakuje wielkich debat - poświęconych najważniejszym
problemom politycznym, jak np. Irak, rozprzestrzenianie broni masowego
rażenia, problem Palestyny, jak sprawa, do której ostatnio nawiązał Kofi
Annan - w jakich okolicznościach atak wyprzedzający może liczyć na
poparcie. Jest jeszcze wiele innych podobnych spraw. Potencjał NATO jako
forum dyskusji transatlantyckiej na główne tematy międzynarodowe - biorąc
pod uwagę, że NATO już nie jest sojuszem reagującym, ale aktywnym - nie
jest w pełni wykorzystany. Co Pana zdaniem można z tym zrobić?
Jaap de Hoop Scheffer: W pełni się z Panem zgadzam, że trzeba używać
tego unikalnego forum, jakie stanowi NATO. Podobnie jak Pan, nie jestem
zwolennikiem określania NATO jako "skrzynki z narzędziami". Jeśli NATO
tym się stanie i każdy będzie z niego brał to, co chce, to będzie dla Sojuszu
zgubne. Rada Północnoatlantycka jako forum debaty jest oczywiście używana,
ale powinna być wykorzystywana w tym celu dużo bardziej. Z tego powodu,
gdy mowa o partnerstwach NATO, trzeba podkreślić rolę Narodów Zjednoczonych.
Zarówno w Afganistanie jak i Kosovie, NATO działa w ramach mandatu ONZ,
który z definicji - podobnie jak w przypadku partnerstwa z UE - zawiera
w sobie te wszystkie polityczne kwestie, o których Pan wspomniał. Zgadzam
się, że Rada Północnoatlantycka powinna być także forum dyskusji. Czy można
tę rolę wzmocnić? Tak, oczywiście, zgadzam się z tym. Jako jeden ze swoich
celów postawiłem sobie wzmocnienie politycznej roli NATO. W pełni więc
to popieram.
Maria Węgrowska (analityk Centrum Stosunków Międzynarodowych, wiceprezes
SEA): Ale jak to zrobić?
Jaap de Hoop Scheffer: Jak to zrobić? Po pierwsze, wykorzystując w
pełni zasady partnerstwa, po drugie - jestem za tym, by w każdy wtorek
na posiedzeniach Rady któryś z ministrów głębiej sprawozdawał jakiś problem
i by potem Rada nad nim dyskutowała. Mamy też nieformalne spotkania ministrów,
będzie takie wkrótce w Rumunii, i one powinny być całości poświęcone takiej
generalnej debacie politycznej, o jakiej Państwo mówią. Zgadzam się w pełni,
że należy tę rolę NATO wzmocnić. Co bowiem jest naszą wielką zaletą - to
że Amerykanie siedzą z nami przy jednym stole! I jeśli zgadzacie się ze
mną, że stabilny i bezpieczny świat bez czynnego zaangażowania Stanów Zjednoczonych
nie jest możliwy, to właśnie o to chodzi, by mieć przy jednym stole 26
sojuszników łącznie ze Stanami Zjednoczonymi.
Maria Wągrowska: Jak wpływowi w tej chwili są Amerykanie na roboczym
poziomie NATO? Rozumiem bowiem, że oprócz formalnych porozumień są nieformalne
rozmowy i nieoficjalne możliwości wpływania na decyzje. Czy mógłby Pan
szerzej opowiedzieć o obecnej roli Amerykanów w Sojuszu?
Jaap de Hoop Scheffer: Rola Amerykanów jest bardzo konstruktywna. Oni
w końcu są największym "udziałowcem" i w największym stopniu pokrywają
nasze wspólne wydatki. Ich pozycja wynika też z faktu, że zostali jedynym
supermocarstwem na świecie. Z moich 9 miesięcy na tym fotelu wynika, że
Amerykanie współpracują z NATO i pracują w Sojuszu konstruktywnie. Niektóre
wypowiedzi, artykuły czy wywiady, jakie oglądam, są dla mnie niespodzianką,
jakkolwiek ja patrzę na wszystko od wewnątrz. Nie owijajmy w bawełnę -
podział na tle wojny w Iraku był bardzo głęboki, to był bardzo zły rok
dla NATO. Ale trzeba zdać sobie sprawę, że to był nie tylko podział transatlantycki,
ale że zaczęło się to w łonie Unii Europejskiej. Byłem wtedy ministrem
spraw zagranicznych Holandii. Wyobraźcie sobie, co się działo. Jak trudny
był to wybór: albo stanąć po stronie naszego najważniejszego sojusznika,
od którego w dużej mierze zależy nasze bezpieczeństwo, albo - taka była
alternatywa - stracić dwóch ważnych sojuszników europejskich, Francję i
Niemcy. Lekcją z tego okresu powinno być to, że taki wybór nigdy nie powinien
się pojawić przed rządem kraju członkowskiego. Jeśli Europa była tak głęboko
podzielona, to automatycznie podział ten przeniósł się do NATO. Ale, wracając
do Pani pytania, widzę konstruktywne podejście ze strony Waszyngtonu do
wszystkich spraw NATO.
Tłumaczenie i redakcja: Marek Świerczyński
|